Szwajcarski system demokracji bezpośredniej pozwala szybko i sprawnie dojść do głosu grupom interesów, którzy widzą potrzebę zmian. Nie inaczej jest w przypadku lobby drogowego, którego zdaniem, dochody uzyskiwane przez państwo z tytułu podatków płaconych przez nabywców olejów mineralnych, a więc głównie kierowców, przewoźników i motocyklistów, powinny być w całości wydawane na utrzymanie i rozbudowę infrastruktury drogowej. 5 czerwca odbędzie się ogólnonarodowe referendum w tej sprawie.
Jeśli Szwajcarzy powiedzą „tak”, to dodatkowe 1,5 miliarda euro zostanie przeznaczone na utrzymanie i rozbudowę szwajcarskiej sieci dróg. Jeśli obecnie kierowca dokonuje zakupu paliwa, to połowa państwowych przychodów z tego tytułu trafia do wspólnej kasy. Kierowcy finansują zatem transport publiczny, politykę rolną, a nawet politykę obronną.
Każdy medal ma jednak dwie strony. Zwycięstwo obozu „tak” może oznaczać ograniczenie wydatków na transport publiczny. Jean-Daniel Fauchère, wiceprezes Szwajcarskiego Związku Przewoźników Drogowych (ASTAG) zdaje się tym nie przejmować. „Zarówno przewoźnicy, jak i zwykli kierowcy nie chcą już dłużej znosić obecnej sytuacji. Płacą podatki przeznaczone na utrzymanie dróg, a pomimo tego, pieniądze nie są wydawane na ich utrzymanie”.
Postulaty drogowców uzyskały wsparcie polityków przede wszystkim z prawej strony politycznej. Zdaniem Stowarzyszenia na rzecz Transportu i Ochrony Środowiska (ATE), inicjatywa ta jest „arogancka” bowiem w jej wyniku może ucierpieć transport publiczny, a pośrednio wszyscy obywatele. Oburzenie wydaje się być zrozumiałe: transport drogowy niesie za sobą także szereg negatywnych skutków np. na środowisko naturalne…















