Fot. AdobeStock/donvictori0

Więcej statków przepływa przez Ormuz, ale termin Trumpa może wywrócić odbicie

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 2 minuty

Ruch statków przez Cieśninę Ormuz zaczyna się odbudowywać po wcześniejszych zakłóceniach, jednak sytuacja daleka jest od stabilizacji. Ożywienie ma charakter kruchy i selektywny, a rozwój wydarzeń w najbliższych godzinach – w związku z amerykańskim ultimatum wobec Iranu – może ponownie zdestabilizować jeden z najważniejszych szlaków transportowych świata.

Tekst, który czytasz, został przetłumaczony za pomocą automatycznego narzędzia, co może wiązać się z pewnymi nieścisłościami. Dziękujemy za wyrozumiałość.

Z danych analizowanych przez Bloomberga wynika, że liczba statków przepływających przez Cieśninę Ormuz wzrosła do najwyższego poziomu od kilku tygodni. To pierwsze wyraźniejsze oznaki odbicia po okresie niemal całkowitego paraliżu żeglugi, który nastąpił po eskalacji napięć w regionie.

Nie oznacza to jednak powrotu do normalnego funkcjonowania szlaku. Jak wskazują doniesienia agencji Reuters, przepływ jednostek ma dziś charakter ograniczony i selektywny. Iran dopuszcza przejścia przede wszystkim statków uznawanych za neutralne lub niezwiązane z USA i Izraelem.

Rynek działa warunkowo

Skala obecnego odbicia musi być analizowana w kontekście wcześniejszego załamania. Choć liczba przepłynięć rośnie, to – jak podkreślają źródła rynkowe – warunki żeglugi pozostają niestabilne, a ryzyko zakłóceń wysokie.

Potwierdzają to najnowsze incydenty. Dwa katarskie metanowce LNG, które wcześniej uzyskały zgodę na przejście, zostały zatrzymane przez irańską Gwardię Rewolucyjną i zmuszone do postoju lub zmiany kursu. To pokazuje, że nawet formalna zgoda nie gwarantuje dziś bezpiecznego tranzytu.

Dla operatorów oznacza to konieczność uwzględniania dodatkowego ryzyka w planowaniu tras, a dla rynku – dalszą niepewność co do ciągłości dostaw.

Efekt domina

Konsekwencje zakłóceń zaczynają wykraczać poza transport morski. Problemy z dostępnością paliw przekładają się już na sektor lotniczy.

We Włoszech wprowadzono ograniczenia w dostawach paliwa lotniczego na kilku lotniskach, m.in. w Mediolanie, Bolonii, Wenecji i Treviso. To pierwszy potwierdzony przypadek wpływu sytuacji w Ormuzie na europejską infrastrukturę lotniczą.

Presja widoczna jest także w Azji, gdzie część linii lotniczych ogranicza operacje, zwiększa zapasy paliwa na pokładach oraz wprowadza dodatkowe międzylądowania.

Warto zaznaczyć, że obecne ożywienie ruchu statków może okazać się krótkotrwałe. W najbliższych godzinach upływa termin wyznaczony przez administrację USA, który może przesądzić o dalszym rozwoju sytuacji. Jeśli nie dojdzie do deeskalacji, rynek może ponownie wejść w fazę gwałtownych zakłóceń, a obserwowane dziś odbicie szybko wyhamuje.

Tagi:

Zobacz również