Masz newsa? Powiedz nam o tym!

W Polsce może być obecnie nawet 90 tys. nieubezpieczonych pojazdów. To około 0,5 proc. wszystkich, które jeżdżą po drogach w naszym kraju – wynika z szacunków Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Mało? I tak o wiele za dużo. W 2017 r. niezidentyfikowani oraz nieubezpieczeni sprawcy wypadków kosztowali Fundusz 170 mln zł. Fundusz, a pośrednio wszystkich kierowców. Bo to z ich składek jest on finansowany. To jednak nie jedyny problem, który mają uczciwi kierowcy w związku z niepłacącymi. Gdy będą mieli z nimi wypadek, czeka ich masa problemów.

OC jest obowiązkowe – teoretycznie nie powinno się bez niego wyjechać na drogi. Tyle teoria. W praktyce nadal można trafić na kierowcę bez obowiązkowego ubezpieczenia. Nie odstraszają ich nawet potężne kary. W tym roku za brak polisy samochodu osobowego trzeba zapłacić do 4200 zł, a ciężarowego – nawet 6300 zł.

Kary za brak ubezpieczenia OC

Wysokość kar ustanawiana jest każdego roku. W ostatnim czasie wyraźnie rośnie. Na przykład w 2017 r. kara za brak OC powyżej 14 dni dla samochodu ciężarowego wynosiła 6 tys. zł. W tym roku – już 6300 zł. Z kolei w przyszłym – aż 6750 zł.

Nic dziwnego. Rośnie liczba wezwań do zapłaty, wystawianych przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Można to zauważyć nawet biorąc pod uwagę samych tylko kierowców ciężarówek. W 2016 r. takich wezwań wystawiono 7892. Rok temu – już 8385. Tylko w pierwszym półroczu tego roku – 4107.

Stawka zależy od tego, jak długo pojazd jest bez ubezpieczenia. Jeśli do 3 dni, wówczas właściciel musi zapłacić 20 proc. pełnej opłaty karnej. Od 4 do 14 dni – 50 proc. Z kolei powyżej dwóch tygodni – już pełną opłatę. Pozostając przy przykładzie samochodu ciężarowego oznacza to odpowiednio stawki:

gradacja opłaty samochody ciężarowe, ciągniki samochodowe i autobusy
100 proc. 6 300 zł
50 proc. 3 150 zł
20 proc. 1 260 zł
Źródło danych: UFG

Jak sprawa wygląda w przypadku dostawczaka?

Jak dowiedzieliśmy się w Funduszu, “UFG nie ustala jaki to jest rodzaj pojazdu, tylko bazuje na tym co dany pojazd ma wpisane w dowodzie rejestracyjnym. Tzn. jeżeli ma wpisane w dowodzie że jest samochodem ciężarowym, wówczas w przypadku braku OC, wysokość kary jest taka jak dla samochodów ciężarowych. Słynne ‘pojazdy z kratką’ miały wpis w dowodzie rejestracyjnym ‘auto ciężarowe’ i taka też była dla nich kara za brak OC (jak za ciężarowe), mimo że czasami było to nawet cinquecento”.

Dogadanie się nie zawsze oznacza brak problemów

Nie demonizujmy od razu niepłacących kierowców. Może nie spojrzeli w dokumenty, spóźnili się kilka dni. Zderzyli się z naszą ciężarówką, ale chcą się dogadać. Nalegają, by nie wzywać policji, a nam się spieszy, bo termin dostarczenia ładunku nagli. Co wtedy?

– Zacząłbym od pytania, czy przewoźnik, do którego należy ciężarówka, dopuszcza możliwość, by kierowca się dogadywał. Wielokrotnie się zdarzało, że załatwiano sprawę polubownie, a po jakimś czasie sprawca zmieniał zdanie i robił się problem. Zwłaszcza wówczas, gdy w samochodzie nie było kamery i nie mamy dowodów – przestrzega Adam Pająk, prezes Transbrokers.eu, firmy, zajmującej się sprzedażą ubezpieczeń.

– Jeśli więc kierowca chce się dogadywać, musi mieć zgodę od przewoźnika. Nigdy nie powinien tego robić samowolnie. Z kolei sam przewoźnik musi mieć świadomość, że to rozwiązanie jest obarczone sporym ryzykiem. Nie wystarczy podpisanie prostego dokumentu, na którym jest napisane, czyja była wina – ostrzega.

Ekspert radzi, by przewoźnicy, którzy mimo ryzyka dopuszczają „dogadywanie się” na drodze, dali kierowcom dokument – “Wspólne oświadczenie o zdarzeniu drogowym” (POBIERZ DRUK) – aby ci wozili go ze sobą zawsze w szoferce.

– Trzeba go szczegółowo wypełnić. Zaznaczyć miejsca uszkodzeń pojazdów, sporządzić bardzo dokładny opis i szkic sytuacyjny – tłumaczy ekspert. – Oczywiście i na tym etapie nie brak problemów. Jeśli coś się stanie z ładunkiem, to również należy to koniecznie opisać. Natomiast bywa, że jest on zaplombowany i nie mamy pewności, czy uległ uszkodzeniu, czy nie. Robi się problem. Również z tego powodu lepiej jednak wezwać policję, przy której będzie można sprawdzić towar.

Przyczyny braku polisy OC (dane w proc. wykrytych nieubezpieczonych):

– wygaśnięcie polisy poprzedniego właściciela po zakupie używanego auta – 37 proc.

– brak wznowienia umowy OC ze względu na brak opłaty składki – 24 proc.

– nieużytkowanie pojazdu – 20 proc.

– brak środków na opłacenie składki – 6 proc.

– brak OC w dniu rejestracji – 3,5 proc.

Źródło danych: UFG, na podstawie danych z lat 2013-2017

Skąd odszkodowanie – z Funduszu czy AC?

Zdecydowanie trzeba wezwać policję wówczas, gdy sprawca bez OC opiera się i przekonuje, że stłuczka nie była z jego winy.

– Gdy funkcjonariusze się pojawią pamiętajmy, by pobrać od nich jakiś dokument – dowód na to, że interweniowali. Zwłaszcza wówczas, gdy widzimy, że ładunek może być uszkodzony – radzi ekspert. – Pokażmy policji, gdy widzimy, że przestrzeń ładunkowa została w jakikolwiek sposób uszkodzona. Róbmy zdjęcia, nawet telefonem komórkowym. Bez tego, gdyby się okazało, że towar został uszkodzony, a obowiązki dotyczące dokumentacji szkód zostały zaniedbane, przewoźnik będzie odpowiadał za szkody przed załadowcą – dodaje.

Jeśli poszkodowany jechał ciężarówką bez Auto Casco, wówczas pieniądze za szkody, zarówno rzeczowe (a więc np. uszkodzenie ciągnika siodłowego), jak i osobowe, otrzyma z Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Sam Fundusz wystąpi następnie z regresem do sprawcy o zwrot całej wypłaconej sumy.

Jeśli poszkodowany ma AC, wówczas to z niego wypłacone zostanie odszkodowanie za szkody rzeczowe. W takiej sytuacji jednak Fundusz „wyrówna szkodę w części niezaspokojonej przez ubezpieczenie dobrowolne” – czytamy na stronie UFG. Chodzi np. o utracone zniżki składki za ubezpieczenie. Fundusz zapłaci również za szkody osobowe.

Czasem poszkodowany zapłaci z własnej kieszeni…

Sytuacja robi się nieco bardziej skomplikowana, gdy nie wiemy, kto spowodował wypadek, bo np. sprawca uciekł.

W takiej sytuacji, jeśli poszkodowany nie ma AC, wówczas Fundusz wypłaca poszkodowanemu pieniądze za szkody osobowe i majątkowe (rzeczowe). Jednak za te ostatnie „wyłącznie pod warunkiem, że w trakcie wypadku doszło (również) do obrażeń ciała u któregokolwiek z jego uczestników, a naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwały dłużej niż 14 dni” – czytamy na stronie instytucji. Trafić tam można również na informację, że „wypłacane odszkodowanie jest pomniejszane o równowartość 300 euro (kurs średni NBP na dzień ustalania odszkodowania)”, co wynika z ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych.

Jeśli są same szkody majątkowe, wówczas poszkodowany pokrywa je z własnej kieszeni.

Gdy poszkodowany ma AC, procedura wygląda identycznie w przypadku szkody osobowej i majątkowej (jeśli wystąpiła łącznie z tą pierwszą). Jeśli są same szkody majątkowe, wówczas poszkodowany otrzymuje pieniądze z AC, podobnie jak w przypadku innych uszkodzeń pojazdu, nawet tych spowodowanych przez samego poszkodowanego.

Czy do szkód rzeczowych (majątkowych) w każdym z powyższych przypadków zaliczany jest również wieziony towar?

„Odpowiedzialność za przewożony towar jest tu taka sama jak za szkodę rzeczową, tylko zamiast AC (pokrywa szkody w pojeździe) poszkodowany powinien mieć ubezpieczenie cargo (mienia w transporcie). Jeżeli poszkodowany ma to ubezpieczenie, to w pierwszej kolejności z niego pokrywane jest odszkodowanie, a UFG wypłaca tylko powyżej tego co obejmowała polisa” – napisała nam Aleksandra Biały, rzeczniczka prasowa i doradca prezesa UFG.

Wypłata odszkodowania z UFG – tak wygląda procedura

Procedurę związaną z ubieganiem się o pieniądze z Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego warto znać. Kto wie, kiedy może się przydać? Tylko w 2017 roku na drogach krajowych doszło aż do ponad 1050 wypadków z udziałem ciężarówek o DMC powyżej 3,5 t., w których rannych zostało 1300 osób. Nie wiadomo, w ilu z tych wydarzeń brały udział samochody bez OC. Warto jednak uzmysłowić sobie, że stanowią 0,5 proc. wszystkich poruszających się po polskich drogach. A to oznacza jeden na 200 pojazdów.

Jak instruuje Fundusz, należy pamiętać, by już na miejscu zdarzenia spisać: – dokładną datę i miejsce zdarzenia, – numery rejestracyjne, numery VIN oraz marki i modele pojazdów biorących udział w zdarzeniu, – imiona i nazwiska, adresy oraz numery telefonów (adresy e-mail) osób biorących udział w zdarzeniu (poszkodowani, sprawcy, świadkowie zdarzenia), oraz sprawdzić, czy sprawca wypadku ma OC, a następnie razem z nim sporządzić oświadczenie o okolicznościach wypadku lub wezwać policję.

Samego zgłoszenia szkody do Funduszu “należy dokonać za pośrednictwem dowolnego zakładu ubezpieczeniowego oferującego obowiązkowe ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych. W praktyce jest to każdy ubezpieczyciel będący członkiem UFG. Żaden zakład ubezpieczeń nie może odmówić przyjęcia zgłoszenia takiej szkody” – instruuje dalej Fundusz.

Następnie wspomniany ubezpieczyciel przeprowadza pełne postępowanie likwidacyjne – sprawdza m. in. zasadność roszczeń, a następnie informuje poszkodowanego, jakie dokumenty są niezbędne, by otrzymał odszkodowanie. Kompletne akta sprawy wysyła już do UFG.

Ten zaś ma 30 dni na wydanie decyzji w tej sprawie. I w tym terminie wypłacone powinny być również pieniądze dotyczące bezspornej części świadczenia, licząc od otrzymania akt szkody przez UFG. Jeśli pojawią się jakiekolwiek wątpliwości, termin 30-dniowy może się wydłużyć.

Fot. Pixabay/macdeedle/public domain

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu