AdobeStock

Nawet 200 tys. kierowców oderwanych od pracy. Polska branża obawia się paraliżu

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 4 minuty

W 2026 r. nawet 200 tys. kierowców może zostać wezwanych na obowiązkowe szkolenia wojskowe. Przewoźnicy nie kwestionują potrzeby takich działań, ale ostrzegają przed ich skutkami dla rynku transportowego.

Za tym tekstem stoi człowiek - nie sztuczna inteligencja. To materiał przygotowany w całości przez redaktora, z wykorzystaniem jego wiedzy i doświadczenia.

Planowane szkolenia rezerwistów wpisują się w obecną sytuację geopolityczną i nie są dla branży transportowej zaskoczeniem. Problemem pozostaje jednak ich skala oraz sposób organizacji. Dla sektora, który już dziś zmaga się z niedoborem kierowców, czasowe wyłączenie z pracy tysięcy pracowników może oznaczać poważne zakłócenia operacyjne.

Nawet 200 tys. powołań. Skala budzi obawy

Z informacji przekazanych przez Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych wynika, że w 2026 r. powołania mogą objąć nawet 200 tys. osób posiadających prawo jazdy kategorii C i D. Chodzi przede wszystkim o kierowców z tzw. pasywnej rezerwy, ale również o inne zawody kluczowe dla logistyki.

Zapowiedź szkolenia rezerwistów nie jest dla nas zaskoczeniem, ale potencjalna skala już może stanowić poważny problem. To kolejny temat, który powinien być przedmiotem dyskusji między zrzeszeniami kierowców i choćby Ministerstwem Obrony Narodowej czy Ministerstwem Infrastruktury. Obawiamy się, że zostaniemy postawieni przed faktem dokonanym i kolejnymi stratami finansowymi” – przyznaje Dariusz Matulewicz.

Choć na razie kierowcy nie otrzymują jeszcze powołań, branża spodziewa się, że pierwsze wezwania mogą pojawić się jeszcze tej wiosny.

Kierowcy kluczowi dla wojska, problematyczni dla rynku

Z punktu widzenia sił zbrojnych sytuacja jest jasna – kierowcy są jednym z kluczowych zasobów operacyjnych. To właśnie dlatego skala planowanych szkoleń może być tak duża.

Kierowcy są dla struktury wojskowej bardzo ważni. Wojsko potrzebuje kierowców, stąd też spodziewamy się dużej skali powołań na szkolenia, a co za tym idzie zmian w siatce funkcjonowania wielu firm na czas szkoleń. To nas martwi” – podkreśla Dariusz Matulewicz.

Z perspektywy przewoźników oznacza to jednak realne ryzyko zaburzenia ciągłości działalności. Każdy kierowca wyłączony z pracy nawet na kilka dni to luka, której często nie da się szybko wypełnić.

Brak ludzi i brak planu

Największym problemem nie jest sam obowiązek szkoleniowy, lecz jego organizacja. Branża wskazuje przede wszystkim na brak wcześniejszej komunikacji i przygotowania.

Nikt nie zamierza uchylać się od tego obowiązku. Problemem jest jednak często brak wcześniejszego uprzedzenia, że taka sytuacja będzie miała miejsce i brak rekompensaty dla firm, które ze względu na szkolenia będą ponosić straty z tytułu niewykonanych transportów” – zaznacza prezes stowarzyszenia.

Sytuację komplikuje fakt, że większość firm transportowych nie dysponuje nadwyżką kadrową. W praktyce oznacza to, że nawet pojedyncze powołania mogą zaburzyć harmonogramy pracy, a większa liczba jednoczesnych wezwań – sparaliżować działalność operacyjną.

Koszty, których nikt nie pokryje

Obowiązujące przepisy przewidują rekompensatę wynagrodzenia dla pracownika powołanego na szkolenie. Nie obejmują jednak strat ponoszonych przez przedsiębiorstwa.

Nie ma ani słowa o tym, że konsekwencje powołania pracownika to zmiana struktury pracy w firmie. Na kilka lub kilkanaście dni wypada nam z harmonogramu człowiek wykonujący konkretną pracę. Mało która firma transportowa ma nadmiar kierowców. A co jeżeli jednocześnie powołanych zostanie kilku kierowców z jednej firmy?” – wskazuje Matulewicz.

Ryzyko opóźnień, utraty zleceń, a nawet kar umownych staje się w tej sytuacji bardzo realne.

Branża apeluje o dialog

Przewoźnicy podkreślają, że nie kwestionują samej idei szkoleń wojskowych. Zwracają jednak uwagę na konieczność ich lepszego zaplanowania i uwzględnienia realiów rynku.

Nie ma nic złego w powołaniach. Problemem może być organizacja. Apelujemy, by było to uporządkowane” – podsumowuje Dariusz Matulewicz.

Z dostępnych informacji wynika, że szkolenia mogą mieć różną długość – od jednego dnia do nawet ponad 30 dni, choć dotychczas najczęściej trwały około tygodnia. W realiach branży TSL nawet tak krótki okres może jednak oznaczać poważne zakłócenia.

Dla wielu firm 2026 r. może więc oznaczać nie tylko wyzwania rynkowe, ale również konieczność zmierzenia się z nowym, systemowym ryzykiem operacyjnym.

 

Tagi:

Zobacz również