Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Pomysły liberalizacji dostępu do zawodu przewoźnika w Stanach Zjednoczonych były torpedowane przez pracodawców. Broniąc się przed nimi American Trucking Associations zapewniało, że pogorszy się jakość usług.

Fakty jednak zaprzeczyły tym czarnym przepowiedniom. W 1975 roku ICC rozpatrywała 340 skarg lokalnych społeczności na złą jakość usług transportowych. W kolejnym roku skarg było 390. Natomiast po deregulacji, w 1980 roku do ICC wpłynęły 23 skargi, a w następnym 40. ICC w raporcie na temat obsługi małych społeczności odkryła, że zwiększona konkurencja sprawiła, że kierowcy ciężarówek chętniej zajeżdżali do miasteczek po towar lub z przesyłką. 

Deregulacja i zniesienie związkowej opresji ułatwiła wejście do zawodu nowym osobom. Do 1990 roku liczba firm wykonujących przewozy powiększyła się w stosunku do 1980 roku dwukrotnie, do 40 tys. ICC wydała około 5 tys. pozwoleń na przewozy federalne. Liczba przewoźników międzystanowych wzrosła z 216 tys. w 1990 roku do 500-600 tys. w 2000 roku. Wartość licencji, idąca w czasach limitów w setki tysięcy dolarów spadła do zera

Deregulacja wpłynęła na gwałtowne spopularyzowanie usług intermodalnych: w latach 1980-1986 wzrosły one o 70 proc. Jednocześnie zwiększona efektywność pozwoliła przewoźnikom na wypracowanie zysków. Płace kierowców zmalały ok. 10 proc., ale i tak zarabiali lepiej od średniej krajowej. 

Naukowcy wskazywali, że Ustawa o transporcie drogowym pozwoliła na wprowadzenie transportu dokładnie na czas, co przełożyło się na redukcję stanów magazynowych z 14 proc. PKB w 1981 roku do 10,8 proc. 6 lat później. Redukcja odpowiada oszczędności 62 mld dolarów. Departament Transportu oceniał oszczędności na 38-56 mld dolarów.

Fot. Wikimedia/order_242 CC SA 2.0

Zobacz najciekawsze odcinki „Historii transportu”:

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu