Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Mimo że kabotaż rozwiązuje częściowo problemy niemieckiej branży transportowej, tamtejsi przewoźnicy żądają surowszych przepisów regulujących ten rodzaj transportu.

Kabotaż stał się tematem wielu dyskusji po zaprezentowaniu przez Komisję Europejską Pakietu Mobilności, czyli szeregu propozycji przepisów regulujących unijny rynek transportowy. Choć Bruksela chce zaostrzenia większości norm unijnych dotyczących przewozów, to do kabotażu podeszła wyjątkowo liberalnie. Komisja zasugerowała, by skrócić okres wykonywania operacji kabotażowych z 7 do 5 dni, ale znieść ich limit. Za sprawą niedawno opublikowanych statystyk Federalnego Urzędu Transportu Towarowego (BAG), niemieckie media i związki branżowe znów wzięły kabotaż na tapetę.

Wzrost kabotażu

W Unii Europejskiej obserwuje się spory wzrost przewozów kabotażowych. Najwięcej operacji tego rodzaju wykonuje się w Niemczech, a prawie 60 proc. z tego realizują Polacy – wynika z najnowszych danych europejskiego urzędu statystycznego Eurostat i Federalnego Urzędu Transportu Towarowego (BAG).

Kabotaż w Europie wyraźnie wzrósł – w 2016 r. o 21,3 proc. w stosunku do 2015 r. Najwięcej przewozów kabotażowych wykonuje się w Niemczech (42,7 proc. wszystkich przewozów tego rodzaju w UE) oraz we Francji (25,4 proc.).

Warto zwrócić w tym miejscu uwagę, że Polscy przewoźnicy, przy 11,5-procentowym wzroście, zrealizowali w 2016 r. jedną trzecią wszystkich operacji kabotażowych w całej Unii, i niemal dwie trzecie (9,3 mln tonokilometrów, tj. 57,2 proc.) u naszego zachodniego sąsiada. Należy jednak pamiętać, że kabotaż w Niemczech wciąż stanowi zaledwie 5,8 proc. wszystkich operacji transportowych zrealizowanych w 2016 r.

Niemcy chcą zaostrzenia przepisów

Niemiecki związek transportowy BGL pod koniec zeszłego roku wyraził swój sprzeciw wobec zawartych w Pakiecie Mobilności przepisów dotyczących przewozów kabotażowych. Niemcy chcą bronić się przed  “systematycznym kabotażem” i uważają, że liberalizacja prawa w tym zakresie doprowadzi do nadużyć.

W ocenie prezesa BGL, Adalberta Wandta, rozluźnienie tych przepisów nie jest zgodne z ich intencją, według której kabotaż ma stanowić wyjątek, a nie regułę. Według niego należałoby ograniczyć liczbę dni na wykonywanie kabotażu do dwóch oraz ustanowić maksymalną miesięczną liczbę operacji.

Podwójna moralność Niemców?

Celem kabotażu jest przede wszystkim redukowanie pustych przebiegów i zmniejszanie zatorów na drogach, które w Niemczech są poważnym problemem. Mimo to niemieccy przewoźnicy domagają się surowszych przepisów unijnych regulujących ten rodzaj przewozów.

Z jednej strony chcą walczyć z „systematycznym kabotażem” wykonywanym przez wschodnioeuropejskich przewoźników. Jednak z drugiej strony niemieckie firmy za pośrednictwem swoich oddziałów za granicą także realizują kabotaż u siebie. Dyrektor naczelny BGL, prof Dirk Engelhardt w wywiadzie z dvz.pl, został zapytany, czy stosowanie takiej praktyki „nie jest podwójną moralnością”.

W kwestii kabotażu chodzi przede wszystkim o to, jaki kraj widnieje na tablicy rejestracyjnej, a po drugie, o przestrzeganie przepisów dotyczących kabotażu – odpowiedział wymijająco. 

W trakcie wywiadu, przyznał także, że „z samego kabotażu wyżyć się nie da”.

– Kabotaż na terenie Niemiec stanowi niewielki ułamek tamtejszego rynku transportowego. Prawdziwym problemem, zarówno polskich, jak i niemieckich i innych zagranicznych kierowców są korki – komentuje stanowisko BGL Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców “Transport i Logistyka Polska”

Wprowadzenie surowszych regulacji dotyczących kabotażu zwiększyłoby liczbę pustych przewozów i liczbę ciężarówek na drodze, przez co znalezienie miejsca na parkingu byłoby jeszcze trudniejsze niż dotychczas – ocenia Maciej Wroński. – Wystąpienia przedstawicieli BGL, których miałem okazję wysłuchać, cechowała bardzo duża doza negatywnych emocji w stosunku do polskich przewoźników. Nie rozumiem tego i nie pochwalam, to dla mnie niepotrzebne budowanie muru – podkreśla szef TLP.

Komentarz redakcji:

Kabotaż stanowi niecałe 6 proc. niemieckich przewozów, a należy pamiętać, że część z nich realizują zagraniczne oddziały firm z Niemiec. Nasz sąsiad zza Odry ma poważny problem z zatorami drogowymi, a niemiecka branża handlowa ostrzega przed zapaścią – nie ma komu zlecać transportów. Mimo że przewozy kabotażowe choć częściowo rozwiązują niektóre z tych problemów, to związki takie jak BGL za wszelką cenę chcą jeszcze pogorszyć trudną już sytuację. W imię czego? Nie przychodzi nam do głowy nic innego, jak chęć wyparcia wschodnich, a przede wszystkim polskich przewoźników ze swojego rynku. Zdaje się jednak,że Niemcy próbują podciąć gałąź, na której sami siedzą…

Fot. iStock

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu