Trans.INFO

Mali przewoźnicy wśród najbardziej zadłużonych. Zaległości blisko 1 mld zł

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 6 minut

Jednoosobowe firmy transportowe należą do najbardziej zadłużonych działalności gospodarczych w Polsce. Według danych Krajowego Rejestru Długów (KRD), ich zaległości sięgają już 918,4 mln zł. Gorzej wypada tylko handel.

Za tym tekstem stoi człowiek - nie sztuczna inteligencja. To materiał przygotowany w całości przez redaktora, z wykorzystaniem jego wiedzy i doświadczenia.

W bazie KRD jednoosobowe działalności gospodarcze mają łącznie 5,55 mld zł przeterminowanych zobowiązań. To o 40 mln zł więcej niż przed rokiem, choć samych zadłużonych jednoosobowych działalności ubyło. Obecnie w rejestrze widnieje 155,4 tys. takich firm, czyli o 7,3 tys. mniej niż rok wcześniej.

Średnie zadłużenie jednej jednoosobowej działalności gospodarczej wzrosło o 1,8 tys. zł i wynosi już 35,7 tys. zł.

Transport tuż za handlem

Z danych KRD wynika, że największe zadłużenie koncentruje się w trzech sektorach: handlu, transporcie i budownictwie. Handel ma 1,43 mld zł zaległości, a transport 918,4 mln zł. Na trzecim miejscu jest budownictwo z kwotą 849,1 mln zł.

Dla branży transportowej to szczególnie istotny sygnał, bo wiele jednoosobowych firm działa jako podwykonawcy większych operatorów, spedycji lub przedsiębiorstw produkcyjnych i handlowych. 

Czytaj także: Kryzys w polskim transporcie nie wynika z braku zleceń. Problem leży gdzie indziej

W praktyce oznacza to dużą zależność od terminowych przelewów od kontrahentów. Gdy pieniądze nie wpływają na czas, przewoźnik nadal musi zapłacić za paliwo, raty leasingowe, serwis pojazdu, ubezpieczenie, podatki czy pracę podwykonawców.

Mikroprzewoźnik jest dziś w wyjątkowo trudnym położeniu, bo praktycznie cały ciężar prowadzenia firmy spoczywa na jednej osobie. Trzeba jednocześnie szukać zleceń, prowadzić samochód, pilnować dokumentów, rozliczeń i płatności. Wystarczy jedno opóźnienie ze strony kontrahenta, by pojawił się problem z opłaceniem paliwa, leasingu czy podatków – zauważa Damian Michalecki, Sales Customer Success & Marketing Field Leader w Pactus.eu, firmie windykacyjnej specjalizującej się w odzyskiwaniu należności dla branży transportu.

Jego zdaniem w takiej sytuacji nie warto biernie czekać na przelew. Przedsiębiorca powinien jak najszybciej szukać sposobów poprawy płynności finansowej – od rozmów z kontrahentami, przez dostępne formy finansowania, po działania pozwalające szybciej odzyskać należności. Im wcześniej zareaguje, tym większa szansa, że uniknie narastania własnych zobowiązań.

Na ten problem zwraca uwagę Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG. Jak wskazuje, przedsiębiorca może mieć zlecenia i wystawione faktury, a jednocześnie brakować mu pieniędzy na paliwo, towar, podwykonawców czy podatki. W takich sytuacjach szybki dostęp do finansowania pozwala utrzymać ciągłość działania i regulować zobowiązania wobec kontrahentów.

Według naszych danych udział mikrofirm sięgających po finansowanie wzrósł o 28,5 proc. r/r – mówi Emanuel Nowak. – Szybki dostęp do pieniędzy gwarantuje [przedsiębiorcy] ciągłość działania i to, że zapłaci kontrahentom na czas.

Paliwo wśród głównych wierzycieli

Struktura zadłużenia JDG-ów pokazuje, jak mocno bieżące koszty działalności obciążają najmniejsze firmy. Największym wierzycielem jednoosobowych działalności są instytucje finansowe: firmy zarządzające wierzytelnościami, banki, firmy leasingowe i ubezpieczyciele. Łącznie czekają one na 4,1 mld zł, czyli około trzy czwarte wszystkich zaległości JDG-ów.

Z punktu widzenia transportu ważna jest również pozycja sprzedawców paliw. Według KRD, jednoosobowe działalności gospodarcze są im winne 159,5 mln zł. To pokazuje, że problemy płatnicze najmniejszych firm uderzają bezpośrednio w podstawowe koszty operacyjne przewoźników. Dostawcy energii czekają z kolei na 148,3 mln zł, operatorzy telefoniczni i internetowi na 181 mln zł.

Czytaj także: Budowanie odporności finansowej w transporcie. Dlaczego o przetrwaniu decyduje płynność, a nie przychody?

Dług rośnie mimo mniejszej liczby dłużników

KRD podkreśla, że choć liczba zadłużonych JDG-ów spadła, łączna wartość ich zobowiązań wzrosła. To oznacza, że problemy koncentrują się wśród firm, które już wcześniej miały trudności z płatnościami.

Pogorszyła się także ocena wiarygodności płatniczej jednoosobowych działalności. Nadal większość z nich znajduje się w najbezpieczniejszych kategoriach A, B i C (niskie prawdopodobieństwo wpisu do KRD), ale ich udział spadł z 93,2 proc. do 90,7 proc. Jednocześnie wzrosła grupa firm z kategorii D i E, czyli takich, wobec których kontrahenci powinni zachować większą ostrożność. Ich udział zwiększył się z 3,6 proc. do 5,9 proc. Nieznacznie wzrósł także odsetek firm z najbardziej ryzykownych kategorii F, G i H – z 3,2 proc. do 3,4 proc.

Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej ocenia, że choć większość jednoosobowych działalności nadal reguluje zobowiązania, widać przesuwanie się części firm w stronę wyższego ryzyka. Jak zaznacza, kurczy się grupa najbardziej solidnych płatniczo, a przybywa przedsiębiorców wymagających większej ostrożności, monitoringu i dokładniejszej oceny kondycji finansowej.

Problemem dla jednoosobowych firm są nie tylko własne długi, ale także nierzetelni kontrahenci. Według KRD są oni winni mikroprzedsiębiorstwom łącznie 693,4 mln zł. Eksperci podkreślają, że właśnie zaległe płatności od kontrahentów są jedną z najczęstszych przyczyn utraty płynności przez najmniejszych przewoźników. 

Widzimy, że wielu mikroprzewoźników zbyt długo zwleka z podjęciem działań wobec nierzetelnych płatników. Często decydują się na windykację dopiero po 55-60 dniach od terminu płatności – mówi Damian Michalecki.

W praktyce oznacza to, że od wykonania transportu do zgłoszenia sprawy profesjonalnej firmie windykacyjnej mija nawet około 120 dni. 

To bardzo długo, zwłaszcza dla firmy, która przez cały ten czas finansuje swoją działalność z własnych środków. Tymczasem niektóre firmy windykacyjne umożliwiają zgłoszenie faktury już dzień po terminie płatności. Dzięki temu właściciel firmy nie musi sam prowadzić trudnych rozmów z dłużnikiem i może skupić się na prowadzeniu biznesu – podsumowuje Damian Michalecki. 

Tagi:

Zobacz również