Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Władze Kanady chcą wprowadzić obowiązek stosowania urządzeń ELD (Electronic Logging Device), które rejestrują nie tylko czas pracy kierowcy, ale również m.in. zmianę położenia pojazdu. Prace nad projektem zmian w prawie dopiero trwają, ale już teraz wiadomo, że ustawodawcy będą czerpać z doświadczeń Stanów Zjednoczonych.

Dla wielu kierowców z Kanady nie będzie to rewolucja. Już teraz, jeśli jadą do USA, muszą posiadać ELD w ciężarówce. Wkrótce jednak (niektóre media donoszą, że najprawdopodobniej w ciągu najbliższych dwóch lat, inne, że już w 2019 r.) urządzenie to może być wymagane również w ich kraju.

Władze przekonują, że chcą w ten sposób walczyć z przemęczaniem się kierowców, a w konsekwencji, poprawić bezpieczeństwo na drogach.

Zmęczenie jest uznawane, nie tylko w Kanadzie, ale na całym świecie, za kluczowy czynnik ryzyka związany z wypadkami samochodowymi. Szczególnie istotny jest problem zmęczenia kierowców zawodowych, z uwagi na to, że wypadki z udziałem ciężarówek lub autobusów mogą powodować dużo cięższe obrażenia i częściej kończyć się ofiarami śmiertelnymi, niż te, w których biorą udział samochody osobowe – przekonuje kanadyjski rząd, którego komunikat cytuje na stronie przedsiębiorstwo telekomunikacyjne Orbcomm.

Kanada chce iść śladem Stanów Zjednoczonych, w których obowiązek posiadania ELD został wprowadzony w grudniu 2017 r. Władze zauważają, że już teraz blisko 75 proc. przepisów dotyczących czasu pracy kierowców jest w tych krajach niemalże identyczna.

Gwiazda “Star Treka” protestuje

Na razie media zza Oceanu nie donoszą, by plany kanadyjskiego rządu spotkały się z ostrymi protestami branży transportowej. W zeszłym roku, gdy obowiązek stosowania tachografów nałożyły na kierowców Stany Zjednoczone, reakcja przewoźników była gwałtowna. Amerykanie zawiązali kampanię protestacyjną “Operation Black and Blue”, podczas której domagali się rezygnacji z przepisów, które, ich zdaniem, miały stanowić ogromne zagrożenie dla transportu, a ponadto wprowadzić nadmierną kontrolę nad swobodą obywatelską. W końcu ELD nie tylko rejestruje czas pracy kierowcy, ale również m.in. trasę, po jakiej się porusza i jego styl jazdy.

Już na początku tego roku twarzą walki z tachografami stała się była gwiazda “Star Treka” i właścicielka firmy transportowej Brita Nowak, która w akcie sprzeciwu… po prostu zamknęła przedsiębiorstwo.

Wydaje się, że cichy bunt w dalszym ciągu trwa. Przynajmniej do pewnego stopnia. Z ostatnich danych wynika, że nawet jedna trzecia kierowców w dalszym ciągu rejestruje czas pracy nie przy użyciu tachografów, ale papierowych książek, stosowanych w Stanach od lat 30. – wynika z dokumentu “2018 Telematics Benchmark Report”, przygotowanego przez Teletrac Navman. Nawet ci, którzy zainwestowali w ELD, korzystają z niego tylko w bardzo podstawowej formie. Tylko nieco ponad 30 proc. z nich monitoruje np. zużycie paliwa.

ELD jak huragan

Teoretycznie, jak wskazują eksperci, w zakresie czasu pracy kierowcy nic się nie zmieniło, a różnica polega przede wszystkim na tym, że ELD trudniej oszukać. Co więcej, dzięki systemom telematycznym, kierowcy mieli zaoszczędzić nawet do 20 godzin rocznie na papierkowej robocie.

Tymczasem okazało się jednak, że amerykańscy szoferzy zostali zaskoczeni. Już w grudniu media obiegały zdjęcia przedstawiające ciężarówki, zaparkowane grupami, po kilka sztuk na poboczu, bo przez pauzę kierowcy nie byli w stanie zdążyć z dojazdem na parking. W kwietniu producenci towarów konsumpcyjnych zaczęli przyznawać, że odnotowali wzrosty cen frachtów. I to znaczne.

Coca-Cola podaje, że koszty przewozu towarów poszły w górę o 20 proc. w pierwszym kwartale 2018 roku, w porównaniu rok do roku. Zyski innych gigantów obecnych na amerykańskim rynku, takich jak Procter & Gamble, Danone i Nestle również spadły z powodu podwyżki cen w sektorze transportowym. Powodów takiego stanu rzeczy było kilka – pogoda, ogólnie niezadowolenie kierowców z pracy oraz zmiany dotyczące rejestracji czasu pracy.

Najnowsze badania wskazują zaś, że w tym roku spedytorzy w Stanach “odnotowali jeden z największych wzrostów kosztów transportu od 20 lat” – donosi freightwaves.com. Wśród winnych pogarszającej się sytuacji w produkcji i branży transportowej ma być, obok m.in. grasujących w ostatnich dwóch latach huraganów… wprowadzenie ELD.

Droga w jedną stronę?

Wśród innych problemów związanych z ELD, wskazywanych przez branżę w Stanach Zjednoczonych są również: zmniejszenie przepustowości infrastruktury, trudności ze znalezieniem przewoźników na dłuższe trasy (którzy boją się, że nie zdążą z dowozem towaru z uwagi na ograniczenia czasowe) oraz ryzyko zwiększenia się niedoboru kierowców.

Czy tak będzie? Za wcześnie by oceniać z całkowitą pewnością. Ciekawą opinię na ten temat głoszą jednak autorzy wspomnianego już dokumentu “2018 Telematics Benchmark Report”. Ich zdaniem zastosowanie ELD i w ogóle telematyki w przedsiębiorstwach transportowych może, paradoksalnie, przyciągnąć do pracy młodych ludzi, zafascynowanych technologią. Dodatkowo dane zebrane przez system mogłyby być wykorzystane do oceniania osiągnięć kierowców i wynagradzania najlepszych. Tymczasem ponad 40 proc. przewoźników nie nagradza szoferów za to, jak pracują – zauważa supplychaindive.com, omawiając wyniki raportu.

Autorzy “2018 Telematics…” wskazują również, że decyzja o obowiązkowym ELD w ciężarówkach wyraźnie podkreśliła podział, jaki występuje od pewnego czasu w amerykańskim transporcie – na przewoźników, którzy stosują nowoczesne technologie, m.in. telematykę i tych, którzy tego nie robią. Ponieważ dziś ELD wymagane jest przez prawo, firmy, które chcą zyskać przewagę konkurencyjną, “muszą postawić na bardziej wyrafinowane wskaźniki związane ze śledzeniem pojazdów, takie jak optymalizacja trasy czy obserwowanie stylu jazdy kierowcy”. Ci zaś, którzy w ogóle zrezygnują z nowych technologii, przestaną się liczyć na rynku.

Fot. Pixabay/Alexas_Fotos/public domain

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu