Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Z jednej strony niespotykane krajobrazy i brak nudy podczas jazdy, z drugiej – złe drogi, nieprzemyślane zasady czasu pracy i odpoczynku, brak serwisów i wszędobylskie zwierzęta. A do tego biurokracja i rządowe próby uregulowania sektora, które powodują więcej szkód, niż korzyści. Witamy w Australii.

O pracy kierowców ciężarówek w Australii mówi się dużo i wszędzie. To nie jest zawód, jakich wiele. Duże odległości, pustkowia, wiele zagrożeń. Samotność, monotonia, nuda. Czy rzeczywiście? Postanowiła to sprawdzić Karen Michelmore, dziennikarka portalu ABC, która zabrała się w trasę pociągiem drogowym wraz z Jonesy, znajomą truckerką. Wspólnie w ciągu 40 godzin przejechały prawie 2 tys. kilometrów po Zachodniej Australii.

Najlepsza praca na świecie

Wystartowały różowym Mackiem z niezwykle dużą kabiną, sypialnią, telewizorem i lodówką, z miasteczka Karratha w północno-zachodniej Australii w stanie Australia Zachodnia. Celem była Kununurra, miasto położone w północnej części stanu. To zlecenie “miejscowe”, stanowe. Tylko 1830 kilometrów. Blisko.

O tym, że praca do łatwych nie należy, Karen Michelmore przekonała się już na początku trasy. Wkrótce po opuszczeniu miasteczka przestał działać klakson. Dlaczego wizyta w serwisie spotkała się z niechęcią truckerki, Karen dowiedziała się na miejscu, od mechanika – części brak, trzeba było poczekać. 6 godzin. Co kierowcy mają robić w tym czasie?

To, co robią najczęściej wszyscy truckerzy –  nudzić się w kawiarni. Czas mija szybciej na rozmowach z innymi kierowcami. Jeden z nich, Peter Harris, mężczyzna z 40-letnim stażem pracy za kółkiem zaczął sypać poradami.

– Należy spożywać zdrowe posiłki, wysypiać się, pić dużo wody i cieszyć się z jazdy – mówi Peter Harris. – To najlepsza praca na świecie! Widoki, które widzę przez szybę, są o wiele bardziej malownicze, niż te na monitorze komputerów w waszych biurach.

Co stanowi największy problem kierowców ciężarówek w Australii, zwanej Czerwonym Lądem?

– Podróżnicy, którzy poruszają się po drogach własnymi samochodami – opowiada Harris. – To oni są częstym powodem wypadków drogowych. Pewnego razu osobówka zatrzymała się na skrzyżowaniu w kształcie litery T, żeby mnie przepuścić. Kierowca chciał mi pomóc, ale nie rozumiał, że z trzema cysternami za plecami w ogóle nie mam szans na wjazd na skrzyżowanie, dopóki ktokolwiek oprócz mnie na nim się znajduje.

Zatem pierwsza lekcja: na drogach w Australii należy się wzajemnie omijać. To kwestia bezpieczeństwa w ruchu.

Po zmroku lepiej się nie wychylać

Dziennikarka zwraca uwagę na to, że jazda autostradą przez Australię wygląda zupełnie inaczej niż w innych częściach świata. Raz, że drogi są praktycznie puste. Jeżdżą nimi głównie zestawy ciężarowe i kampery, czyli tzw. domki na kółkach. To miejscowi, którzy lubią się przemieszczać wraz z całym dobytkiem. A poza tym na drogach leżą martwe zwierzęta. Są dosłownie wszędzie.

– Kierowcy muszą uważać i omijać martwe kangury, ptaki i bydło rogate. Ich kości przebijają opony. W slangu kierowców mówi się na nie “worki z kośćmi” – opowiada Jonesy.

Mimo wszystko jazda jest niezwykle ciekawa. Za oknem są widoczne pustynne równiny, porośnięte spinifexem (rodzaj iglastego poszycia) i usiane wysokimi kopcami termitów. Krajobraz zmienia się co chwila, nie jest monotonny. Wręcz przeciwnie. Odległości jednak mają swój urok – możesz zobaczyć wiele ciekawych miejsc.

Lekcja druga:  w Australii trzeba tankować przy każdej możliwej okazji. Ciekawe jest to, że pojemność baków 685-konnego Macka wynosi 2 tys. litrów. To koszt około 3 tys. dolarów australijskich (7,8 tys. złotych).

Autorkę reportażu zaskakują liczne telefony. Może się wydawać, że kierowcy nie wolno przerywać skupienia. Nic z tego. Telefon odzywa się co chwilę. Koledzy z pracy, kontrahenci, przyjaciele. Piszą maile i SMS-y, a kiedy nie otrzymują odpowiedzi, od razu dzwonią. Nie rozumieją, że kierowca prowadzi i nie może w tym czasie odpisywać.

Praca kierowcy w Australii kończy się często wraz z nastaniem ciemności, o godzinie 18:00. Większość truckerów nie chce jechać po zmroku. Przyczyną tego są kangury, byki i wielbłądy, które często spoczywają na drogach i stanowią zagrożenie.

Karen i Jonesy śpią w ciężarówce. Jedna – w kabinie, druga – w specjalnej komorze w drugiej przyczepie. Z noclegiem w pojazdach nikt nie ma problemów. Za 10 dolarów (ok. 30 zł) kupują tylko na parkingu klucz do ubikacji i łazienki.

Lekcja trzecia: w nocy na autostradach w Australii jest bardzo niebezpiecznie. Chwila nieuwagi wystarczy, żeby doszło do wypadku drogowego. Nawet jeśli od kilku godzin nie spotykasz żadnej innej ciężarówki i jedziesz przez pustkowia.

Bariery branży transportowej

Zdaniem australijskich kierowców i przewoźników, branżę transportową niszczą najbardziej biurokracja i coraz to nowe regulacje prawne, które zamiast rozwijać i wspierać biznes, powielają bariery.

– Rząd nie rozumie przewoźników i nigdy nie zrozumie – mówi kierowca Meiers. – Władza mówi nam, kiedy i jak musimy pracować, a kiedy odpoczywać. Śmiechu warte. Często siedzę w tej kawiarni i nic nie robię, ponieważ spać mi się nie chce, a jechać jeszcze nie mogę.

W Australii prawo dotyczące czasu pracy i odpoczynku kierowców może się nieco różnić w zależności od regionu. Co ciekawe, tachografów tu nie ma. Zamiast tego używa się zwykłych notesów, gdzie kierowcy zapisują, kiedy odpoczywają, a kiedy prowadzą. Muszą to robić codziennie rano i wieczorem. W notesach zapisuje się wszystko, nawet krótkie przerwy.

Branża transportowa w Australii również odczuwa problem braku kierowców zawodowych. Jest to spowodowane m.in. brakiem popularności zawodu i przeświadczeniem, że to zawód typowo męski, ograniczony dla kobiet, które stanowią ledwie 3 proc. przedstawicieli tej profesji.

Fot. Pxhere

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu