REKLAMA
freight on

Przejechałem człowieka – belgijski kierowca dostawczaka opowiedział na antenie radia o życiu z poczuciem winy

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 2 minuty

Kierowcy zawodowi, którzy byli uczestnikami wypadku z ofiarami śmiertelnymi są często i łatwo osądzani od czci i wiary, mieszani z błotem. Jednak prawda bywa często zupełnie inna…


„Naprawdę nie mogłem nic zrobić” – z zaciśniętym gardłem opowiadał na antenie radia Guy Van Damme (38) z belgijskiego Bornem o tym, jak w 2010 roku przejechał trzynastoletniego chłopca, który nagle pojawił się na jezdni. Van Damme od lat próbuje przeprosić rodziców chłopca. Nadaremnie.

 „Wspomnienie tego wypadku budzi mnie w środku nocy”

Ten poranek na antenie belgijskiego radia MNM był pełen emocji. Najpierw opowieści ofiar i świadków wypadków – bolesne historie utraty bliskich. Słuchacze reagowali współczuciem i słusznym gniewem. Wtedy do radia dodzwonił się Guy Van Damme: 

21f77781-d485-460c-a65d-32ebfe464c98?server=place2

Van Damme poprosił słuchaczy, by nie myśleli o wszystkich kierowcach, którzy spowodowali śmiertelny wypadek z nienawiścią. On nie pił alkoholu, ani nie przekroczył szybkości: „Po prostu za późno go zauważyłem”.

24 września 2010 roku

 „Po pracy wracałem moją furgonetką do domu w Nieuwkerken – Waas. Zapadał zmierzch. W oddali zobaczyłem grupkę rowerzystów. Nagle jeden z chłopców zaczął przejeżdżać przez drogę ze spuszczoną głową. Zanim zrozumiałem, co się dzieje, pojawił się dokładnie przed maską. Próbowałem wszystkiego, żeby go wyminąć. Wydaje mi się teraz, że zabrakło mi tylko 10 cm. Ale zahaczyłam o niego, niestety. Chłopiec spojrzał jeszcze na mnie. Po sześciu latach budzę się jeszcze z jego spojrzeniem pod powiekami. Chłopiec spojrzał w oczy swojej śmierci. A tą śmiercią byłem ja. Nigdy nie zapomnę tego spojrzenia…”

Drugą stroną podobnych tragedii jest też ludzkie życie na zawsze naznaczone poczuciem winy. Dobrze jest o tym pamiętać.

fotografia ilustracyjna: pixabay.com/ Gerd Altmann, CC0 Public Domain