Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Automatyzacja to modne słowo. W ustach deweloperów magazynów pojawia się często. W operatorów – już rzadziej. Ci ostatni wiedzą, że bez rozsądnego bilansu zysków i strat może się ona nie opłacać. Jak przygotować taki bilans i na jakie rozwiązania automatyczne w magazynie postawić, by nie stracić nawet wówczas, gdy klient się zmieni – tłumaczy w rozmowie z Trans.INFO Damian Kołata, ekspert Cushman&Wakefield.

Dorota Ziemkowska, Trans.INFO: Magazyny dla e-commerce powinny postawić na automatyzację?

Damian Kołata, senior business development manager w Industrial & Logistics Agency Cushman&Wakefield: W zależności od tego, jakie magazyny dokładnie mamy na myśli. E-commerce to jedno, krótkie słowo, które tak naprawdę obejmuje szereg bardzo różnorodnych procesów. Możemy, zatem, mówić o magazynach wyłącznie do kompletacji, o omnichannelowych, w których będą się mieścić zarówno towary dla handlu tradycyjnego oraz dla e-commercu, o magazynach, które zajmują się procesowaniem zwrotów lub o magazynach centralnych, do których te zwroty trafiają.

W związku z tym magazyny różnią się między sobą przeznaczeniem oraz rodzajem operacji w nich wykonywanych. Istnieją takie, w których operacje manualne, jak szybkie przyjęcie towaru lub zarządzanie zwrotami, są niezbędne, ale są też takie, w których manualne czynności, obsługiwane dotychczas przez człowieka można zastąpić automatyzacją. Jako przykład można tu wymienić kompletację i sortowanie.

Pytam Pana o automatyzację, ponieważ z raportu, którego jest Pan współautorem, wyłaniają się ciekawe spostrzeżenia. Na pytanie: „Które cechy Państwa zdaniem najlepiej charakteryzują magazyn dla e-commerce”, jedną z sugerowanych odpowiedzi był „duży udział automatyki”. Rozbieżność w jej wybieraniu była ogromna. Deweloperzy wybierali ją najchętniej. Aż 64 proc. z nich stwierdziło, że jest to cecha istotna, sporo – że bardzo istotna. Jednak już sami operatorzy magazynów nie przywiązywali do automatyzacji aż takiej wagi. Większość stwierdziła, że to mało istotna cecha magazynu, 40 proc. że średnio. Skąd takie różnice?

Różnice wynikają z innego podejścia do automatyki tych dwóch grup. Deweloperzy traktują automatyzację jako element optymalizacji łańcucha dostaw lub procesów magazynowych, operatorzy natomiast muszą patrzeć na automatykę nie tylko jak na usprawnienie, ale również jak na element kosztowy.

Z czego to wynika? Może z prostej kalkulacji, że automatyzacja się nie opłaca, bo koszty jej wdrożenia są za wysokie?

Artykuł dostępny tylko dla użytkowników zalogowanych

Automatyzacja to modne słowo. W ustach deweloperów magazynów pojawia się często. W operatorów – już rzadziej. Ci ostatni wiedzą, że bez rozsądnego bilansu zysków i strat może się ona nie opłacać. Jak przygotować taki bilans i na jakie rozwiązania automatyczne w magazynie postawić, by nie stracić nawet wówczas, gdy klient się zmieni – tłumaczy w rozmowie z Trans.INFO Damian Kołata, ekspert Cushman&Wakefield.

Dorota Ziemkowska, Trans.INFO: Magazyny dla e-commerce powinny postawić na automatyzację?

Damian Kołata, senior business development manager w Industrial & Logistics Agency Cushman&Wakefield: W zależności od tego, jakie magazyny dokładnie mamy na myśli. E-commerce to jedno, krótkie słowo, które tak naprawdę obejmuje szereg bardzo różnorodnych procesów. Możemy, zatem, mówić o magazynach wyłącznie do kompletacji, o omnichannelowych, w których będą się mieścić zarówno towary dla handlu tradycyjnego oraz dla e-commercu, o magazynach, które zajmują się procesowaniem zwrotów lub o magazynach centralnych, do których te zwroty trafiają.

W związku z tym magazyny różnią się między sobą przeznaczeniem oraz rodzajem operacji w nich wykonywanych. Istnieją takie, w których operacje manualne, jak szybkie przyjęcie towaru lub zarządzanie zwrotami, są niezbędne, ale są też takie, w których manualne czynności, obsługiwane dotychczas przez człowieka można zastąpić automatyzacją. Jako przykład można tu wymienić kompletację i sortowanie.

Pytam Pana o automatyzację, ponieważ z raportu, którego jest Pan współautorem, wyłaniają się ciekawe spostrzeżenia. Na pytanie: „Które cechy Państwa zdaniem najlepiej charakteryzują magazyn dla e-commerce”, jedną z sugerowanych odpowiedzi był „duży udział automatyki”. Rozbieżność w jej wybieraniu była ogromna. Deweloperzy wybierali ją najchętniej. Aż 64 proc. z nich stwierdziło, że jest to cecha istotna, sporo – że bardzo istotna. Jednak już sami operatorzy magazynów nie przywiązywali do automatyzacji aż takiej wagi. Większość stwierdziła, że to mało istotna cecha magazynu, 40 proc. że średnio. Skąd takie różnice?

Różnice wynikają z innego podejścia do automatyki tych dwóch grup. Deweloperzy traktują automatyzację jako element optymalizacji łańcucha dostaw lub procesów magazynowych, operatorzy natomiast muszą patrzeć na automatykę nie tylko jak na usprawnienie, ale również jak na element kosztowy.

Z czego to wynika? Może z prostej kalkulacji, że automatyzacja się nie opłaca, bo koszty jej wdrożenia są za wysokie?

Wynika to z długości trwania umowy między operatorem logistycznym a klientem. Z punktu widzenia operatora, najkorzystniejsza jest umowa długoterminowa. I tego rodzaju umowy podpisują operatorzy za naszą zachodnią granicą, na przykład w Niemczech, gdzie standardem są kontrakty trwające nawet 10-lat. Tego typu kontrakty sprawiają, że koszt automatyki, nawet prostego robota do kompletacji zamówień, jest amortyzowany przez wspomniane 10 lat.

Z punktu widzenia klienta najbardziej pożądany jest jak najkrótszy kontrakt – dwuletni, trzyletni. Zwykle, w takiej sytuacji, operator nie może sobie pozwolić na automatykę, której koszt musiałby być amortyzowany przez 10 lat, a inwestując w nią podejmuje ryzyko, ponieważ po zakończeniu pierwszej umowy klient ma prawo opuścić jego magazyn, zmienić operatora, albo zdecydować się na własną obsługę logistyczną, a koszty automatyzacji po stronie operatora pozostają.

Deweloper patrzy na automatykę od strony korzyści dla klienta, któremu wynajmie powierzchnię magazynową. Operator natomiast, przez pryzmat swojego rachunku zysków i strat, stąd bierze się dysonans w podejściu do tego tematu.

Tym bardziej, że automatyzacja w magazynach dla e-commerce jest wdrażana ściśle pod konkretnego klienta, prawda?

W znakomitej większości przypadków tak właśnie jest.

Jak wygląda średnia długość takich umów w Polsce?

Jeszcze kilka lat temu większość stanowiły umowy trzyletnie, natomiast dziś regułą są umowy 5-letnie, które mogą też występować w wariancie 3 + 2, po spełnieniu określonych wymagań jakościowych, czy też wykazaniu określonych poziomów KPI (Key Performance Indicators, kluczowy wskaźnik efektywności – przyp. red.).

To chyba nadal za mało, biorąc pod uwagę to, co Pan powiedział – o optymalnych 10 latach na zwrot inwestycji. Czy to oznacza, że nasi operatorzy tracą na automatyzacji, bo jej koszt nie zwraca się w ciągu trwania jednej umowy?

Operatorzy logistyczni decydując się na automatykę w swoim magazynie muszą wziąć pod uwagę ryzyko, że klient po upływie np. 3 lat nie przedłuży umowy.

Co wtedy?

Wtedy faktycznie, amortyzując w kalkulacji automatykę – czy to sorter, przenośnik, czy robota kompletującego – na 10 lat, ponosi koszty amortyzacji, w okresie, w którym nie wiąże go umowa z klientem.

Czyli mówiąc wprost – traci.

Czyli mówiąc wprost – ryzykuje. Niejednokrotnie okazuje się, że po zakończeniu umowy z klientem A, operator pozyska klienta B, który wykonuje bardzo podobne operacje, w związku z czym może wykorzystać tę samą automatykę.

W jaką więc automatykę warto zainwestować, by mieć jak największą szansę na to, że kolejny klient będzie oczekiwał podobnych rozwiązań?

Jeśli jako automatykę zaklasyfikujemy takie elementy jak pick by light, pick by voice, czy pick by vision, to na pewno warto wprowadzić właśnie takie usprawnienia. Są przypadki, które pokazują, że wprowadzenie w kompletacji pick by vision, czyli np. okularów podpowiadających chociażby miejsce, w którym leży produkt, asortyment lub ilość kompletowanego towaru, potrafi skrócić czas kompletacji o kilkanaście procent. W jednym z magazynów w Niemczech, wdrożenie wspomnianych okularów do magazynu wyrobów gotowych i do kompletacji spowodowało obniżenie kosztów kompletacji o 15 proc.

Oprócz tego proces kompletacji można zautomatyzować w jeszcze inny sposób. Swego czasu popularne były roboty kiva, używane dziś np. w magazynach Amazona. Ich praca polega na przywiezieniu regału z towarem wprost do pickera (tzw. goods-to-man), który pobiera towar. Następnie robot kiva jedzie z tym samym regałem dalej.

Warte zainteresowania są też roboty kompletujące, które są robotami kognitywnymi, a to oznacza, że mogą wspólnie z człowiekiem pracować w magazynie. Plusem tego rozwiązania jest możliwość stosowania go podczas szczytów sprzedażowych, a w e-commerce jest ich bardzo dużo, jak np. Black Friday, czy Cyber Monday, kiedy sprzedaż rośnie nie o kilka, kilkadziesiąt, ale nawet 300-400 proc. w stosunku do średniej.

W takich momentach operator logistyczny lub firma prowadząca biznes e-commerce staje przed problemem, skąd pozyskać ludzi do skompletowania tak dużej liczby zamówień. Wówczas roboty kompletujące mogą dosyć szybko, wspólnie z ludźmi, uporać się z tak dużym napływem zamówień.

Jest to, rozumiem, na tyle uniwersalne rozwiązanie, że większość firm mogłaby się na nie zdecydować, bez obawy o bilans zysków i strat?

Jest to rozwiązanie uniwersalne, aczkolwiek, każdy robot ma swoje ograniczenia, wiążące się, chociażby, z rodzajem asortymentu, który jest przez niego kompletowany.

To znaczy?

Automatyzacja uwielbia ujednolicony asortyment i chodzi tutaj nie tylko o jednakową wagę, ale też rodzaj opakowania, miejsce na kod kreskowy itp. Wówczas jej stosowanie jest znacznie łatwiejsze niż w sytuacji, gdy każdy towar jest inny.

Pytanie czy jedną z cech e-commerce nie jest właśnie różnorodność i nieprzewidywalność?

To też zależy, bo jeśli mówimy o sprzedaży odzieży lub obuwia, czyli asortymentu, który ma bardzo ustandaryzowane opakowanie, które nieraz różni się wielkością, ale mieści się w określonych ramach, wówczas wprowadzanie robotów do kompletacji lub sorterów jest jak najbardziej zasadne.

Coboty, czyli roboty kognitywne, nie są bez wad, które Pan sam wymienia w swoim raporcie. Mowa nie tylko o dość wysokiej cenie, również o umiarkowanej prędkości działania. Naprawdę ich zalety są w stanie te wady przeważyć?

Jeśli chodzi o wady, to koszt urządzenia jest wysoki, więc konieczna jest długa umowa, żeby zamortyzować go na wiele lat. Wydajność faktycznie bardzo często nie przekracza ludzkiej, a czasami jest nawet niższa. Ograniczenia dotyczą też kształtu towaru, nie każdego rodzaju towar roboty mogą samodzielnie skompletować, stąd popularność wspomnianej wcześniej kivy, która współpracuje z człowiekiem, a nie zastępuje go.

Jednak do zalet przede wszystkim zaliczyłbym możliwość pracy w godzinach nocnych i w weekendy, bez konieczności ponoszenia dodatkowych kosztów. Jak wiadomo, koszty wykorzystania zasobów ludzkich w operacji e-commerce’owej są ogromne.

Tak jak mówiłem, coboty nieocenione są też w okresie szczytów sprzedażowych i nie chodzi tylko i wyłącznie o obsługę logistyczną, ale również o customer expercience. Wykorzystanie cobotów minimalizuje ryzyko pomyłek, a w konsekwencji ryzyko niezadowolenia klienta i zmiany miejsca zakupów w przyszłości.

Roboty są też pomocne w sytuacji, w której brakuje ludzi do pracy. W Polsce cały czas mówi się o niedoborach kadrowych. Działy HR walczą codziennie o to, by zatrudniać nowych pracowników, a zapotrzebowanie to jest coraz większe, bo nasz rynek magazynowy i logistyczny wciąż się rozrasta. Automatyzacja, o którą Pani pytała na samym początku, na pewno jest odpowiedzią na ten problem.

Automatyzacja, od której zaczęliśmy, jest tylko jednym z elementów wypracowywania przewagi na rynku magazynów e-commerce. Kolejnym jest lokalizacja. Duże nasycenie tego rodzaju magazynami jest np. w województwach: łódzkim, śląskim, dolnośląskim. W raporcie wspomina Pan jednak, że popularność będą zyskiwać nowe lokalizacje. O jakich miejscach mowa?

Polska, dzięki swojej dobrej lokalizacji w Europie, staje się głównym hubem logistycznym, w związku z czym śmiałbym twierdzić, że każde województwo ma ku temu predyspozycje.

Weźmy przykład magazynu dla klubu zakupowego Zalando Lounge, który powstał ostatnio pod Olsztynkiem. Wydawałoby się, że umiejscowienie ogromnego magazynu, o powierzchni 120 tys. mkw. jest nie do końca przemyślane, bo dalekie od głównych szlaków komunikacyjnych. Jednak kluby zakupowe mają to do siebie, że nie ciąży nad nimi presja czasu związana z dostawą. Nie zależy im ani na dostawie same day, ani na next day delivery, dzięki czemu lokalizacja w woj. warmińsko-mazurskim, w której były dostępne duże zasoby ludzkie, a ponadto są niższe koszty pracy, była dla tej firmy idealna.

Niewykluczone, że również województwa podlaskie i lubelskie będą rosły w siłę jeśli chodzi o obsługę klientów biznesowych, których działalność nie wiąże się z presją czasu, czyli właśnie klubów zakupowych lub firm zajmujących się dostawą materiałów opakowaniowych. Rosnąć będą też województwa lubuskie i zachodniopomorskie, w oparciu o cross border e-commerce, czyli obsługę e-sklepów z krajów sąsiadujących: z Niemiec, krajów Beneluxu i Skandynawii.

Nie da się ukryć, że już teraz zachodni pas Polski, od Szczecina po Zgorzelec i Bolesławiec służy do obsługi magazynowej zachodniej części Europy – Francji, Włoch, Niemiec, Hiszpanii – i to sklepów, które bardzo często na polskim rynku jeszcze nie istnieją.

Nie jest tak, że staliśmy się tym hubem głównie dzięki temu, że jesteśmy tańsi?

Jest w tym ziarnko prawdy. Rachunek ekonomiczny jest bardzo prosty – w Polsce koszty pracy standardowego pracownika magazynowego nieposiadającego dodatkowych uprawnień są trzy, a czasami nawet cztery razy niższe niż w Niemczech, a pięcio-, sześciokrotnie niższe niż w krajach skandynawskich. Więc operacja manualna, niezautomatyzowana, w Polsce opłaca się najbardziej.

Obawiam się, że walory ekonomiczne nie wystarczą, żebyśmy utrzymali tę wysoką pozycję.

Nie, walory taniej siły roboczej na pewno nie wystarczą. Tania siła robocza to też Bułgaria, Rumunia, Ukraina, natomiast w krajach tych nie widzimy takiego rozkwitu logistyki, a to dlatego, że w Polsce mamy też wykwalifikowaną kadrę osób dobrze zarządzających nie tylko logistyką, ale również centrami usług wspólnych, marketingiem, informatyką, czyli wszystkim tym, co składa się na idealny e-commerce.

Przede wszystkim wyróżniamy się jeszcze dobrą infrastrukturą, czyli połączeniem z rynkami zachodnimi i skandynawskimi. Nie byłoby prawdą, gdybym powiedział, że jedynie niskie koszty pracy powodują, że w Polsce buduje się tyle magazynów.

W którą stronę powinny się rozwijać polskie magazyny dla e-commerce, żeby utrzymać tę, jak mnie Pan przekonuje, wysoką pozycję jeśli chodzi o obsługę paczek w Europie?

Na pewno magazyn dla e-commerce nie może być zwykłym magazynem z regałami wysokiego składowania i wózkami widłowymi, bo wtedy nie będzie w stanie spełnić swojej roli, czyli dostarczać bardzo szybko przesyłki do klienta końcowego.

Magazyn dla e-commerce ma wiele różnych stref i o wszystkie trzeba zadbać. Począwszy od strefy przyjęcia, gdzie bardzo często wdrażane są tunele RFID, po strefy składowania, np. paletowe dla biznesu B2B, ale również regały półkowe idealne do kompletacji zamówień sztukowych.

Bardzo ważny jest dedykowany dla asortymentu sposób składowania. Amazon swego czasu wdrożył, i wdrażają to też inne firmy, tzw. chaotic storage, czyli składowanie chaotyczne, w ramach którego w jednej lokalizacji półkowej mamy różne SKU (jednostki magazynowania – przyp. red.) z kompletnie różnych branż. Koło siebie może być więc T-shirt, słoik dżemu i proszek do prania. W konsekwencji te same SKU zlokalizowane są w kilkunastu różnych miejscach, co znacznie przyśpiesza kompletację.

Idealny magazyn dla e-commerce to też taki, który ma dużą strefę usług, kreujących wartość dodaną: etykietowanie, przepakowywanie, tworzenie zestawów promocyjnych, miejsce, w którym dodawane są ulotki, próbki. Ważna jest też strefa procesowania zwrotów, bo one w zależności od branży wynoszą nawet kilkadziesiąt procent. Nie można zapominać też o strefach socjalnych, a te coraz częściej nie różnią się od stref relaksu w nowoczesnych biurowcach. W jednym z magazynów w Stargardzie Szczecińskim otwarto gabinet fizjoterapii, w którym pracownicy magazynowi mogą skorzystać z masażu.

Jeszcze wracając do wypracowywania przewagi w logistycznej obsłudze e-commerce. Wydaje mi się, że kluczowe jest uświadomienie sobie, że magazyn, nawet idealnie zaprojektowany, jest tylko elementem całej sieci obsługi związanej z e-handlem. Na jakie trendy związane z rozwojem całej sieci warto zwrócić uwagę?

E-commerce mocno przeprojektował łańcuch dostaw. Nie jest już on pionowy i szczupły, polegający na tym, że od sprzedawcy towar jest transportowany do magazynu centralnego, a z niego do sklepów stacjonarnych, jak to działało się jeszcze jakiś czas temu.

Teraz, jak mówiłem, mamy różne rodzaje magazynów dla e-commerce, a niektóre z nich stają się wyjątkowo popularne. Na przykład magazyny miejskie, tzw. city logistics warehouses – ulokowane na obrzeżach miast. Mogą pełnić różne funkcje – być sortownią, miejscem, z którego dostarczane są paczki w ramach same day delivery. Jednak mogą być również showroomem, punktem obsługi zwrotów, reklamacji albo biurem. Miejscem, gdzie będzie się odbywał tzw. live assembling, czyli składanie poszczególnych części asortymentu.

Ich rozwój i budowa należy obecnie do największych trendów, dlatego też takie magazyny powstają również w mniejszych miastach, jak: Toruń, Bydgoszcz i Kielce. Nic dziwnego – ostatni raport Cushman & Wakefield podaje, że umieszczenie magazynu nawet 10 minut bliżej klienta ostatecznego, potrafi wygenerować oszczędności na poziomie miliona euro rocznie. Co prawda są to wyliczenia oparte na przykładach z Paryża, Monachium lub Berlina, a w Polsce aż takich oszczędności nie będziemy w stanie wygenerować, ale pokazują one namacalnie pewne korzyści, jakie można uzyskać przy rozsądnym ukształtowaniu sieci dostaw, opartej na jednym, dwóch albo trzech magazynach centralnych, ulokowanych w środku Polski i na kilkunastu modułach, tzw. minihubach lub city fulfillment center, które będą służyły do zaopatrywania poszczególnych lokalizacji.

To, w którym kierunku te małe centra się rozwiną, będzie już zależało od specyfiki poszczególnych klientów. Jeśli mówimy o firmie kurierskiej, to pewnie powstałaby tam mała sortownia, jeśli o firmie z branży fashion, to showroom lub punkt obsługi zwrotów. Jeśli o branży RTV, AGD, to być może centrum serwisowania sprzętu.

Fot. Cushman&Wakefield

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu