Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Choć oficjalnie toczy się walka z “wschodnioeuropejskim dumpingiem”, niemieckie firmy, takie jak Deutsche Post zlecają przewozy przedsiębiorcom ze Wschodu, mimo że ich kierowcy nie otrzymują ustawowego wynagrodzenia. Niemiecka poczta nie poczuwała się do winy, ale sąd zasądził wypłatę różnicy czeskiemu truckerowi. Czescy i niemieccy przedsiębiorcy obawiają się teraz, że po precedensowym wyroku spadnie na nich lawina pozwów.

Historię czeskiego kierowcy opisaliśmy pod koniec zeszłego roku. Jiří Gabrhel był pracownikiem praskiej firmy spedycyjnej realizującej dostawy dla Deutsche Post. Swoją pracę wykonywał głównie w Niemczech. O MiLoG-u dowiedział się przez przypadek, w trakcie rutynowej kontroli na jednej z niemieckich dróg.

Przypomnijmy, że MiLoG (Mindestlohngesetz, czyli ustawa o płacy minimalnej) obowiązuje w Niemczech od początku 2015 r. Zgodnie z nim pracownicy delegowani na terytorium tego kraju powinni otrzymywać płacę minimalną, tj. 8,84 euro za godzinę (w 2017 r.; stawka w 2016 r. to 8,50 euro). Natomiast według zapewnień kierowcy, za pracę wykonywaną na zlecenie niemieckiej firmy otrzymywał jedynie 550 euro miesięcznie.

Sprawa w sądzie pracy

Jiří Gabrhel postanowił zwrócić się o pomoc do związku ver.di (Zjednoczony Związek Zawodowy dla Sektora Usług), którego pracownicy pomogli mu złożyć pozew i reprezentowali go w Sądzie Pracy w Bonn. Czech domagał się od Deutsche Post wyrównania zbyt niskiej pensji do wysokości ustawowego minimalnego wynagrodzenia za okres przepracowany na zlecenie spółki. Kierowca wyliczył, że należy mu się jeszcze 8302,50 euro za pracę od października 2015 r. do sierpnia 2016 r.

Dlaczego nie domagał się pensji od pracodawcy?

W tej historii nasuwa się pytanie, dlaczego Czech zaskarżył niemiecką spółkę, a nie swojego bezpośredniego pracodawcę? Odpowiedź jest prosta. Przepisy o płacy minimalnej (MiLoG) dotyczą zarówno pracodawcy, jak i generalnego wykonawcy (czyli Deutsche Post), a zatrudniony kierowca w takim wypadku może wybrać, który z uczestników łańcucha dostaw ma wyrównać zbyt niską pensję. Czeski pracodawca z kolei odmówił truckerowi wypłaty należnej kwoty.

Niemiecka Poczta jednak winna

Niemiecka Poczta nie chciała wziąć na siebie odpowiedzialności za zbyt niskie pensje wypłacane pracownikom przez podwykonawców. Deutsche Post już “w trakcie przetargu zobowiązuje do przestrzegania przepisów prawa, w tym prawa pracy oraz stosowania ustawy o płacy minimalnej” – podkreślała jeszcze w zeszłym roku rzeczniczka poczty.

Zleceniobiorcy potwierdzają to pisemnie w trakcie zawierania umowy – dodała.

Prawnicy Czecha powołali się jednak na odpowiedzialność zleceniodawcy niezależną od zawinienia. Pod koniec stycznia Czech wygrał sprawę i zgodnie z decyzją sądu Deutsche Post ma wypłacić mu 10 tys. euro. O wygranej poinformowały przede wszystkim czeskie media, a także sam Jiří Gabrhel na swoim profilu na portalu Facebook:

Strach przewoźników przed kolejnymi pozwami

Wygrana Czecha w sądzie może otworzyć drogę do kilku tysięcy kolejnych pozwów. Obawiają się ich zarówno Niemcy, jak i Czesi. Deutsche Post ma bowiem ok. 3 tys. tzw. service partnerów ze Wschodu, którzy pracują na podobnych warunkach. Konsekwencji precedensowej decyzji niemieckiego sądu boją się również czescy przedstawiciele branży transportowej.

Decyzja sądu o wyrównaniu całkowicie mija się z rzeczywistością. Prawda jest taka, że presja cenowa jest ogromna. A wielcy zleceniodawcy są na wygranej pozycji. Często wymagają od swoich podwykonawców podpisania oświadczenia, że ​​spełniają oni wszystkie wymogi prawne, w tym także ustawę o płacy minimalnej – komentuje Vojtěch Hromíř, szef czeskiego związku transportowego Česmad Bohemia.

Jak dodaje Hromíř, spełnienie tych wymogów jest całkowicie niewykonalne w odniesieniu do płac, jakie są skłonni zapłacić niemieccy klienci.

Czescy przewoźnicy obawiają się, że kierowcy wezmą przykład z Gabrhela i będą pozywać własnych pracodawców. A to, zdaniem szefa Česmad Bohemia, może ich zrujnować.

Sprawę skomentowało także czeskie Ministerstwo Transportu, które stwierdziło, że może ona “stać się precedensem dla dalszych pozwów i wpłynąć negatywnie na konkurencyjność czeskiej gospodarki”.  Zarówno czeski związek transportowy jak i resort transportu domagają się rozwiązania kompromisowego na szczeblu europejskim.

Przepisy w transporcie drogowym trzeba regulować równomiernie na szczeblu europejskim, a nie wbijać klin między krajami w postaci środków protekcjonistycznych” – podkreślił minister transportu Dan Tok.

Fot. dpdhl.com

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu