Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Branża transportowa była jedną z tych, które najszybciej sięgnęły po elektroniczne narzędzia. Według amerykańskiego Biura Analiz Ekonomicznych Departamentu Handlu, w latach 1989-1994 wydajność transportu wzrosła o 23 proc. Było to dwa razy szybsze tempo od wzrostu produktywności całej gospodarki.

Sekretem sukcesu była elektronika: World Wide Web pozwalała przewoźnikom i spedytorom na nadzór nad przesyłkami w czasie rzeczywistym oraz szybką obróbkę dokumentacji zleceń. Tanie oprogramowanie oraz komputery umożliwiły przyspieszenie wymiany danych także średnim i małym firmom. 

Według jednego z badań branży, dzięki zastosowaniu elektronicznego obiegu dokumentów (EDI) szybkość obsługi wzrosła o 40 proc., liczba błędów zmalała o 30 proc., zaś oszczędności wyniosły 5 dolarów na każdym dokumencie. 

Jednak nie tak łatwo było wdrożyć elektroniczne rozwiązania, w tym pierwsze systemy zarządzania flotą. Bezprzewodowe terminale kosztowały 5 tys. dolarów od ciężarówki, a do tego dochodziły miesięczne opłaty za łączność w wysokości 80-90 dol. Te koszty odstraszały wielu przedsiębiorców.

Jednak sytuacja szybko się zmieniała, bo wkrótce pojawiły się standardowe programy, znacznie tańsze od robionych indywidualnie. W przypadku dużych firm wdrożenie oprogramowania było nie tylko kosztowne, ale i ryzykowne. Proces trwał czasem dwa lata i  kończył się klapą oraz stratami.

Zobacz najciekawsze odcinki „Historii transportu”:

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu