Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Zastępca Głównego Inspektora Transportu Drogowego krytykuje Pakiet mobilności zaprezentowany przez Komisję Europejską w maju br. W jego opinii wdrożenie niektórych rozwiązań proponowanych przez KE może obniżyć bezpieczeństwo na naszych drogach.

Z punktu widzenia polskiej Inspekcji Transportu Drogowego wdrożenie niektórych propozycji z tego pakietu mobilności oznaczałoby po prostu obniżenie poziomu bezpieczeństwa, przez to, że nasi inspektorzy musieliby poświęcać czas na kwestie niezwiązane bezpośrednio z bezpieczeństwem – powiedział PAP Łukasz Bryła, zastępca Głównego Inspektora Transportu Drogowego.

 Z naszego punktu widzenia wykonywanie czynności kontrolnych będzie bardzo skomplikowane, długotrwałe. Te czynności odciągną organy kontrolne i ich aktywność od rzeczy, które mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo. Z naszego punktu widzenia i przy obecnych zasobach kadrowych inspekcji, gdybyśmy dodatkowo mieli brać udział w odpowiadaniu na zapytania innych państw UE i brać udział w weryfikacji i wymianie administracyjnej dotyczącej kwestii wynagradzania, to nie moglibyśmy tego czasu poświęcić na kontrole drogowe – dodał zastępca Głównego Inspektora Transportu Drogowego.

Bryła oznajmił także, że jeśli propozycje Pakietu wejdą w życie, to organy kontrolne wszystkich służb europejskich będą musiały realizować dodatkowe czynności takie jak kontrolowanie umów o pracę, dokładny czas pobytu kierowcy w danym kraju czy jego przemieszczanie się między krajami Unii Europejskiej.

Kontrowersje wokół Pakietu mobilności

Pakiet mobilności zaprezentowany 31 maja br. przez unijną komisarz Violetę Bulc zawiera szereg propozycji przepisów, które mają regulować transport w UE. Niektóre z nich mogą wpłynąć, jak ocenia GITD, na bezpieczeństwo na drogach, inne zaś mogą prowadzić do poważnego zakłócenia swobodnego przepływu towarów i usług w całej UE, a przy okazji do wyparcia polskich przewoźników z unijnego rynku. Mowa tu przede wszystkim o objęciu pracowników transportu dyrektywą o delegowaniu.

Generalnie rzecz biorąc to regulacja ta byłaby gwoździem do trumny polskiego transportu, ponieważ polscy przewoźnicy wykonują głównie przewozy na długich trasach uzupełniając je kabotażem. Co za tym idzie, większość pracy kierowców świadczonej dla naszych pracodawców podlegałaby dyrektywie o delegowaniu, a to oznacza wyrzucenie nas z rynku – komentuje Maciej Wroński, prezes TLP.

Chodzi w szczególności o mikroprzedsiębiorstwa, które stanowią około 95 proc. polskiego transportu. – Jeśli nie uda się skutecznie przeciwstawić tym rozwiązaniom lub ich złagodzić, przyszłość naszej branży stoi pod dużym znakiem zapytania – ocenia Wroński.

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu