Masz newsa? Powiedz nam o tym!

– Z niepokojem obserwujemy grupę firm na rynku, które wykorzystując obecną sytuację, obniżają stawki nawet do poziomu kosztów, dążąc momentami do wojny cenowej – przyznaje Michał Niemojewski, process engineering manager CE w FM Logistic Central Europe. Korekta stawek, jego zdaniem, jest jednak nieunikniona.

Pandemia namieszała. Na początku przewoźnicy reagowali nerwowo, co sami przyznają.

Eksperci zwiastowali wielomiesięczne zamrożenie gospodarek, a przewoźnicy, świadomi konieczności spłaty swoich zobowiązań, podejmowali wszelkie zlecenia w celu utrzymania się na rynku. To musiało skutkować i skutkowało m.in. spadkiem stawek transportowych – wspomina Niemojewski.

Z drugiej jednak strony ci, którzy obsługiwali newralgiczne kierunki (np. Włochy), na których z powodu obostrzeń lokalnych podaż pojazdów była dużo mniejsza, potrafiła mocno windować ceny.

W obawie przed zamknięciem granic, część przewoźników wykorzystywała sytuację podnosząc stawki nawet o 50-60 proc. – wspomina Justyna Dobraś, dyrektor ds. dystrybucji międzynarodowej we Fresh Logistics Polska.

Korzystanie z tych przewoźników było nieuniknione, jednak firmy tylko w niewielkim stopniu korzystały z tych przewoźników, którzy windowali ceny.

Było to możliwe dzięki regularnej i partnerskiej współpracy z naszymi podwykonawcami, na stałych relacjach. Uchroniło nas to przed potencjalnymi stratami finansowymi – przyznaje przedstawicielka firmy.

Dziś firmy z branży TSL zauważają stopniowy powrót do równowagi.

Poziom stawek transportowych nadal jednak nie osiągnął poziomu sprzed pandemii – przyznaje Michał Niemojewski.

Patrzcie na pylony

A ich prognoza na najbliższe miesiące br. wydaje się jedną z ważniejszych kwestii, zwłaszcza w obliczu zbliżających się szczytów świątecznych.

Duża liczba zmiennych – począwszy od cen paliwa, przez rozwój pandemii i dostępność kierowców, aż po cenę euro czy wzrost popytu kanału e-commerce – jest dla wielu firm wyzwaniem, na które muszą się odpowiednio przygotować. W naszej ocenie w okresie świątecznym nie powinno dojść do dużego wzrostu stawek, choć firmy muszą być przygotowane na zaistnienie niespodziewanych sytuacji, które mogą wpłynąć na zmianę cenników przewoźników – uważa Dariusz Gołębiowski, dyrektor floty w Rohlig Suus Logistics.

Jak wskazuje, nawet 40 proc. oferowanej stawki we frachcie drogowym zależy od ceny paliwa.

W marcu, gdy w Polsce rozpoczęła się pandemia koronawirusa, ceny paliwa były niskie. Jednak sytuacja związana z obostrzeniami epidemiologicznymi nałożyła na przewoźników dodatkowe koszty – zwłaszcza te związane odpowiednim zabezpieczeniem kierowców oraz pojazdów. Co więcej, trudności w przemieszczaniu się i mniejsza dostępność kierowców również rzutowały na oferowane stawki – wspomina. – Na początku czerwca cena paliwa, a co za tym idzie również stawek we frachcie drogowym, zaczęły się stabilizować – dodaje.

Rzeczywiście. W czerwcu, po wyjątkowych spadkach z czasu zamrożenia gospodarki, ceny paliwa przekraczały już 4 złote. I to o kilkanaście groszy. Najnowsza prognoza paliwowa wieszczy nawet 4,40 za litr oleju napędowego i 4,49 za benzyny – wynika z danych e-petrol.pl.

Na razie obserwujemy, że od dłuższego czasu poziom stawek w krajach europejskich utrzymuje się na podobnym, stabilnym poziomie. Sytuacja jest na tyle przewidywalna, ponieważ w większości państw na finalną wysokość stawek wpływ mają te same czynniki, z których najważniejszym jest cena paliwa – a aby realnie zmienić stawki, ceny paliw musiałby wzrosnąć o 10-15 proc. – twierdzi Gołębiowski.

Nadejdzie nieuniknione?

Tym niemniej niektórzy z przedstawicieli branży przekonują, że wzrosty nastąpią. Zwłaszcza w obliczu wojny cenowej, do której doprowadzają niektórzy działający na rynku przewoźnicy.

Nie jest to strategia, którą podążamy, ponieważ w długiej perspektywie może przynieść naszym klientom więcej strat, niż korzyści. Zatem korekta stawek w kierunku sprzed pandemii będzie nieunikniona – kwituje Michał Niemojewski.

O takim kierunku mówi też Justyna Dobraś, która szacuje, że uzyskanie poziomu sprzed pandemii zajmie sporo czasu. Ona również wskazuje na niebagatelny wpływ otoczenia gospodarczego.

Ceny paliwa w marcu i kwietniu były niskie, od maja stopniowo rosną. Jeśli trend się utrzyma, wówczas będzie miało to przełożenie na wyższy poziom stawek w drugiej połowie roku – zauważa.

Analitycy przekonują jednak, że na razie ceny na stacyjnych pylonach nie powinni gwałtownie podskoczyć.

W najbliższym czasie ceny powinny oscylować w granicach 4,3–4,4 zł zarówno za benzynę, jak i olej napędowy – szacuje Jakub Bogucki, analityk rynku paliw e-petrol.pl, cytowany przez agencję Newseria.

Wpływ mają na to nadal stopniowe odbudowywanie się popytu oraz sytuacja międzynarodowa. Obserwować należy zwłaszcza to, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych, gdzie pandemia w dalszym ciągu blokuje popyt na paliwa i produkty ropopochodne. 

Poza cenami paliw nie bez znaczenia są również inne czynniki.

Kurs euro gwałtownie wzrósł. Oczywiście można zaobserwować niewielkie spadki, ale ten proces głównie zależy od rynku finansowego i stanu gospodarki europejskiej – wskazuje Justyna Dobraś.

Jednocześnie zapewnia, że jak dotąd nie zaobserwowała w drugim półroczu br. silnych wzrostów.

Są kierunki, gdzie w sezonie letnim dostępność zasobów transportowych jest mniejsza, a popyt większy, ale takie sytuacje miały miejsce także w latach ubiegłych – kwituje.

A Wy, zaobserwowaliście już zmiany stawek?

Pomóżcie nam zbadać rynek i uzupełnijcie krótką ankietę. Wyniki będą nieocenione również dla Waszych biznesów.

fot. Pixabay/MichaelGaida/public domain

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu