Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Mario Rodriguez od pierwszej chwili, gdy zobaczył tego pitbulla wiedział, że chce go zaadoptować. Były tylko dwa problemy. Po pierwsze, pies znajdował się na drugim krańcu Stanów Zjednoczonych. Po drugie – wkrótce miał zostać uśpiony. Czasu było więc mało.

Rodriguez dowiedział się o pitbullu Hickorym od żony. Pies od razu przypadł mu do gustu. Może dlatego, że tak bardzo przypominał zwierzaka, którego niedawno stracił. Kierowca szybko zauważył jednak, że dni psa są policzone – znajdował się na liście zwierząt przeznaczonych do uśpienia.

Powiedziałem żonie, że muszę go dostać – wspomina kierowca na łamach thedodo.com. – Wyruszam na misję ratunkową.

Kurs na drugi koniec USA

Ta miała trwać wyjątkowo długo. Rodriguez był bowiem w Kalifornii, pies tymczasem – w Nowym Jorku. Ale dla chcącego nic trudnego.

Kierowca skontaktował się z pracodawcą i wynegocjował, by ten ustalił mu taki kurs z towarem, by Nowy Jork znajdował się na trasie. Wsiadł za kółko i ruszył. Codziennie dzwonił do schroniska, mówiąc że nadciąga i upewniając się, że zwierzak nadal żyje.

Po trzecim dniu wszyscy na miejscu znali już jego numer i uspokajali, że zdąży.

Plany na emeryturę

Droga zajęła mu sześć dni. Hickory od pierwszej chwili poczuł sympatię do swojego wybawcy. Dziś jeżdżą razem ciężarówką.

Po pokonaniu każdej mili Rodriguez odkłada centa na rzecz innych psów znajdujących się w schroniskach. Za pięć, może sześć lat, gdy przejdzie na emeryturę, chce otworzyć własny ośrodek ratujący pitbulle.

Fot. Screen z YouTube

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu