Deficyt kierowców pozostaje jedną z największych bolączek branży. Jak podaje TV3.lt, w pierwszym kwartale tego roku w rejestrach Służby Zatrudnienia widniało około 3 tysięcy ofert pracy dla kierowców pojazdów ciężarowych, przy czym mniej więcej dwie trzecie dotyczyło transportu międzynarodowego. W tym samym czasie pracy w tym zawodzie szukało na Litwie około 1,2 tysiąca osób, a tylko niewielka część z nich była gotowa jeździć w relacjach międzynarodowych.
Taka dysproporcja sprawia, że przewoźnicy coraz częściej sięgają po pracowników spoza Unii Europejskiej. W 2025 r. litewskie firmy zatrudniły ponad 25 tysięcy kierowców z państw trzecich. W pierwszym kwartale tego roku liczba ta była już bliska 7 tysiącom.
Za kierownicą ciężarówek w litewskich flotach najczęściej siadają osoby z Białorusi, Uzbekistanu, Ukrainy, Tadżykistanu, Indii, Kirgistanu oraz z Filipin.
Prokuratura mówi o systemowym problemie
W związku z rosnącym zatrudnieniem w branży osób spoza UE litewskie organy ścigania zapowiadają twardsze podejście do podejrzeń wykorzystywania kierowców-migrantów. Edita Ignatavičiūtė z Prokuratury Okręgowej w Wilnie, prowadząca sprawy dotyczące kierowców z zagranicy, przekonuje, że śledczy coraz rzadziej widzą pojedyncze naruszenia, a częściej symptomy systemowego problemu w części sektora logistycznego.
W obozie człowiek był traktowany jak dodatek do łopaty. Na Litwie imigrant bywa traktowany jak dodatek do pojazdu” – mówi litewska prokurator.
Zwraca uwagę, że litewscy śledczy coraz lepiej rozumieją specyfikę branży transportowej – od analiz ewidencji czasu pracy i przepływów finansowych po niuanse unijnego Pakietu Mobilności. Jednocześnie podkreśla, że sedno problemu nie zniknęło.
Obecnie prokuratura przygląda się działalności ponad sześciu firm logistycznych funkcjonujących na Litwie – trwają postępowania przygotowawcze.

AdobeStock / zdjęcie ilustracyjne
Dług i zależność od pracodawcy
Litewski Związek Zawodowy Kierowców ostrzega, że część kierowców z państw trzecich może wpadać w schemat systematycznego wykorzystywania.
Związkowcy twierdzą, że rekrutacja często zaczyna się od obietnic zarobków rzędu 2,6 tysiąca euro – kwoty, która w porównaniu z dochodami na poziomie 400–500 euro w krajach pochodzenia wygląda niezwykle atrakcyjnie. Ich zdaniem po przyjeździe rzeczywistość bywa jednak zupełnie inna.
Według relacji, aby w ogóle dostać pracę, kandydaci mają płacić pośrednikom od 3 tys. do 5 tys. euro, nierzadko finansując to kredytem. Po przyjeździe na Litwę dochodzą kolejne wydatki, m.in. na szkolenia, zakwaterowanie i formalności.
Dla nich to ogromne kwoty, które czynią kierowców całkowicie zależnymi od pracodawcy” – podkreślają przedstawiciele związku.
Edita Ignatavičiūtė dodaje, że kierowca z zagranicy może zostać sprowadzony do roli „numeru w arkuszu”, bez realnych narzędzi, by skutecznie walczyć o swoje prawa.
Traktuje się go jak pracownika drugiej kategorii, praktycznie bez praw: ‘masz się cieszyć, że cię zatrudniliśmy, a my zdecydujemy, ile będziesz pracował i ile za to dostaniesz’” – mówi Ignatavičiūtė.
Prokurator wskazuje też, że dokumenty przedstawiane urzędom mogą wyglądać poprawnie, podczas gdy sytuacja w praktyce jest inna – pracownicy nie zawsze mają dostęp do swoich papierów, a część informacji może być ukrywana przed kontrolującymi.

AdobeStock / zdjęcie ilustracyjne
Kabina zamiast domu
Związek przytacza też pojedyncze relacje, które – jak podkreśla – mają oddawać doświadczenia części kierowców-migrantów. Jedną z nich jest historia Juana, kierowcy z Filipin.
W kraju usłyszał obietnicę pracy w Europie: nowoczesne ciężarówki, dobre stawki i szansa na lepszą przyszłość dla rodziny. Żeby wyjechać, pożyczył pieniądze i podpisał dokumenty po angielsku, których niemal nie rozumiał. Jeszcze przed dotarciem na Litwę miał kilka tysięcy euro długu za „załatwienie” zatrudnienia.
Według związku po przyjeździe do Wilna odebrano mu paszport „do załatwienia formalności”, a po kilku dniach wysłano go w trasy po Europie Zachodniej. Jedno zlecenie miało trwać pół roku. W tym czasie kabina stała się jego domem.
Tam jadł, tam spał, tam chorował. Mył się na stacjach paliw, ubrania prał ręcznie, a na wypłatę czekał coraz dłużej – i była coraz niższa przez potrącenia: za paliwo, administrację, telefon czy ubezpieczenie” – opisał związek na swoim profilu na Facebooku.
Organizacja twierdzi, że w niektórych miesiącach, po wszystkich potrąceniach, kierowcy zostawało tylko kilkaset euro. Gdy próbował zgłaszać zastrzeżenia, przypominano mu o długach na Filipinach i słyszał, że może „wracać do domu”, jeśli mu się nie podoba.
Zdaniem związku to właśnie takie sytuacje szczególnie uderzają w migrantów – przytłoczonych zobowiązaniami finansowymi, zależnych od pracodawcy i obawiających się utraty szansy na pracę w Europie. Podobne relacje – jak twierdzą – pojawiają się w branży znacznie częściej. Związkowcy podkreślają, że historia Juana ma być przykładem problemów, z którymi mierzy się część kierowców z państw trzecich
Kierowcy skarżą się na potrącenia
Związki zawodowe obserwują również regularne potrącenia z wynagrodzeń i diet. Kierowcy mają być obciążani m.in. za rzekomo zbyt duże zużycie paliwa albo drobne uszkodzenia, przy czym – jak wynika z relacji – nie zawsze idą za tym dokumenty potwierdzające zasadność takich roszczeń.
Policja i Biuro Rzeczników Sejmu zwracają natomiast uwagę, że metody nadużyć zmieniają się. Kiedyś częściej mówiono o zatrzymywaniu dokumentów, a dziś coraz częściej pojawia się „presja ekonomiczna”: tworzenie zadłużenia, nakładanie bezprawnych kar czy manipulowanie wypłatami.
Na tym jednak nie koniec. Kontrole w 2025 r. wykazały też naruszenia Pakietu Mobilności, m.in. w obszarze niewywiązywania się z obowiązku zapewniania kierowcom powrotu do miejsca zamieszkania na odpoczynek.
Z danych litewskiej Państwowej Inspekcji Pracy przytaczanych przez TV3.lt wynika, że problem nie słabnie. W 2025 r. komisje ds. sporów pracowniczych rozpatrzyły ponad 1,7 tysiąca roszczeń, przyznając pracownikom firm transportowych łącznie ponad 1,8 miliona euro.
W pierwszym kwartale 2026 r. kwota zasądzona na rzecz pracowników przekroczyła już pół miliona euro. Około 65 proc. składających skargi stanowili cudzoziemcy, głównie z Uzbekistanu, Tadżykistanu i Białorusi.
Część kierowców oficjalnie zarabia minimum
Dane „Sodry” (litewskiego odpowiednika polskiego ZUS-u) pokazują, że przeciętny dochód kierowców dalekobieżnych w marcu tego roku wynosił blisko 1,75 tysiąca euro. Jednocześnie niemal jedna piąta zatrudnionych w sektorze ma oficjalnie wypłacaną pensję minimalną lub nawet niższą. Ich średni dochód objęty ubezpieczeniem to około 613 euro.
Eksperci tłumaczą część tej różnicy działaniem systemu diet. Znaczna część zarobków jest wypłacana jako świadczenia związane z podróżą służbową, które zwykle nie są objęte składkami na ubezpieczenia społeczne.
Skirmantė Ramoškaitė z „Sodry” ostrzega, że w dłuższej perspektywie odbija się to na samych kierowcach: niższe są przyszłe emerytury, ale też świadczenia chorobowe i z tytułu bezrobocia.
Branża odpiera zarzuty
Międzynarodowy Sojusz Transportu i Logistyki (TTLA) deklaruje poparcie dla zasady „zero tolerancji” wobec naruszeń, ale jednocześnie przekonuje, że kilka postępowań nie powinno służyć do oceniania całego rynku transportowego.
Sojusz skrytykował też publiczne wypowiedzi prokuratorki E. Ignatavičiūtė, w których sytuację kierowców-migrantów porównano do „Lasu bogów” Balysa Sruogi. Zdaniem TTLA taki obraz jest zbyt mocny i kładzie cień na całą branżę.
Pojedyncze sprawy nie mogą być podstawą do twierdzenia, że w całym sektorze dochodzi do systemowego wykorzystywania” – podkreśla TTLA.
TTLA przypomina, że na Litwie działa około 7 tysięcy firm transportowo-logistycznych, zatrudniających około 90 tysięcy kierowców. W tym kontekście – argumentuje organizacja – kilka postępowań przygotowawczych nie może być uznawane za obraz całego rynku.
Sojusz apeluje również do instytucji o proporcjonalne działania, neutralność oraz respektowanie zasady domniemania niewinności.

Trans.INFO / zdjęcie ilustracyjne
Spór o kwalifikacje kierowców
Związki zawodowe podnoszą też kwestię nadzoru nad dokumentami potwierdzającymi kwalifikacje i szkolenia części kierowców-migrantów. Według nich bywa tak, że formalności związane z obowiązkowym szkoleniem trwającym 140 godzin są załatwiane „na papierze”, bez rzetelnego sprawdzenia rzeczywistych kompetencji pracownika.
Litewski Departament Migracji odpowiada ostrożniej, wskazując, że przepisy nie nakładają wprost na cudzoziemców obowiązku ukończenia konkretnego programu szkoleniowego liczącego 140 godzin.
Rokas Pukinskas, starszy doradca w Departamencie Migracji, wyjaśnia, że zgodnie z ustawą o statusie prawnym cudzoziemców to pracodawca ma obowiązek przekazać informacje o kwalifikacjach lub doświadczeniu zawodowym pracownika z zagranicy.
Gdy cudzoziemiec składa wniosek za pośrednictwem zewnętrznego dostawcy usług, przeprowadzamy rozmowę. W jej trakcie potwierdzamy tożsamość i cel przyjazdu, a także zadajemy ukierunkowane pytania o kwalifikacje i doświadczenie” – mówi Pukinskas.
Dodaje, że Departament Migracji współpracuje z Państwową Inspekcją Pracy i organami ścigania, natomiast kontrolę znajomości języka litewskiego prowadzi Państwowa Komisja Języka Litewskiego.
Departament ostrzega również, że podawanie nieprawdziwych informacji może mieć poważne konsekwencje zarówno dla pracodawców, jak i cudzoziemców. Z powodu stwierdzonych naruszeń 158 firm straciło już prawo do rekrutowania pracowników z zagranicy.
Brakuje dowodów na systemowe nadużycia
„Linava” informuje, że nie ma oficjalnych danych wskazujących na systemowe wykorzystywanie kierowców w firmach zrzeszonych w tej organizacji. Odnosząc się do zarzutów związków o możliwe nadużycia i nielegalne praktyki rekrutacyjne, stowarzyszenie podkreśla, że nie otrzymało formalnych informacji potwierdzających takie działania wśród członków.
Jeśli takie przypadki istnieją, to jest to nieludzka praktyka, którą jednoznacznie potępiamy i której nie tolerujemy. Gdybyśmy otrzymali potwierdzone informacje, przekazalibyśmy je właściwym instytucjom” – przekazała „Linava” dziennikarzowi TV3.lt.
Stowarzyszenie przewoźników odniosło się również do krytyki dotyczącej bezpłatnych staży, szkoleń czy wymogu, by kierowcy pokrywali część kosztów rekrutacji z własnej kieszeni. Według „Linavy” każdą sytuację należy oceniać indywidualnie, bo podejście do szkoleń i zwrotu dodatkowych wydatków różni się między firmami, a warunki zwykle są opisane w umowach o pracę.
Jednocześnie organizacja podkreśla, że nie popiera żadnych praktyk naruszających prawa pracowników, godność człowieka ani sprzecznych z prawem litewskim i unijnym.
Źródła:
-
Aivaras Grigelevičius, „Obiecywali wymarzone zarobki, a zostawiali ludzi z długami na tysiące: ostrzeżenie przed pracą w tych firmach”, TV3.lt
-
Artūras Lysionok, „Kierowca to nie „dodatek” do ciężarówki: prokuratura zaostrza stanowisko wobec wykorzystywania”, trans.info
-
Povilas Drižas, „TTLA: pojedyncze postępowania nie mogą kryminalizować całego sektora”, trans.info
-
Edgaras Savickas, „Przekaz prokuratorki do litewskiego biznesu logistycznego: śpijcie spokojnie, dopóki nie przyjdziemy”, lrt.lt
-
Lithuanian Trade Union Alliance, „Żyją wśród nas: niewidzialne imperium handlu ludźmi na Litwie”, facebook.com









