Masz newsa? Powiedz nam o tym!

– Chcecie, by kierowcy nocowali na bezpiecznych parkingach, ale ich nie ma. Chcecie, by w hotelach, ale tych też nie ma. Chcecie, by samochody wracały co 3 tygodnie do firmy, ale takie rozwiązanie w niczym nie pomoże pracownikom, a tylko powiększy wydatki firm, spalanie paliwa, natężenie ruchu i korków – apelował europoseł Angeł Dżambazki podczas dzisiejszej debaty nad Pakietem Mobilności w Parlamencie Europejskim. Burzliwej, bo ostatniej przed jutrzejszym, ostatecznym głosowaniem.

W Parlamencie Europejskim nie ma jednomyślności. Z jednej strony europosłowie znów podkreślali, jak ważne jest hasło Jean-Claude’a Junckera o jednej płacy za jedną pracę i walka z tzw. dumpingiem socjalnym.

– Mamy do czynienia z brutalną eksploatacją kierowców. Bardzo niskie zarobki, długie godziny pracy, długie rozłąki z rodziną, nawał stresu i zmęczenia – tego wszystkiego nie można ignorować. Tymczasem proponuje się maksymalizację zysków i dalszą eksploatację pracowników, degradację warunków pracy i życia – przekonywał hiszpański europoseł João Pimenta Lopes.

Wtórowała mu m.in. Austriaczka, Evelyn Regner. Zauważała, że rozmawiała osobiście z kierowcami, była na autostradach i widziała, w jak trudnych warunkach pracują.

– Co widziałam? 15-godzinną jazdę bez przerwy. Branie amfetaminy, żeby wytrzymać. Czy to jest uczciwe? Nie. W postępowej Europie nie ma miejsca na takie zjawiska – apelowała.

Spotkała się jednak z gwałtowną odpowiedzią z sali. Jeden z posłów zauważył bowiem, że restrykcyjne regulacje nie są potrzebne, bowiem zarówno branie narkotyków, jak i praca ponad normę już teraz są zabronione.

„Dlaczego nie śpicie w biurach?”

Krytycy kompromisu, jaki udało się stworzyć Komisji Transportu, przekonywali jednak, że bez zaostrzenia przepisów nie będzie mowy o ochronie pracowników.

– Jak będziemy to robić? Pozwalając kierowcom na spanie w kabinach? Jeśli się pod tym podpisujecie, to dlaczego nie śpicie w swoich biurach? Przecież tam są ławki – krytykowała Karima Delli z Francji.

Stanowczo odpowiedział jej jednak europoseł Bogusław Liberadzki.

– Nasłuchałem się tutaj bajek. Owszem – w biurze pracownik nie śpi, ale też nie musi pilnować tego biura, kierowca zaś musi pilnować ładunku i samochodu. Zapraszam panią posłankę do Calais, żeby zrozumieć o czym mówimy – skwitował.

Również samo pojęcie dumpingu socjalnego wzbudziło kontrowersje.

– Dwa razy padło już to określenie. A cóż to jest? To sytuacja, gdy ktoś sprzedaje towar poniżej ceny wytworzenia. U nas, na wschodzie Europy, praca jest tańsza, bo i ceny niższe, życie tańsze. Dlaczego więc nie możemy konkurować również pracą? – zauważał Kosma Złotowski. – Odwróćmy tezę Junckera i wychodzi nam, że kasjerka w Paryżu powinna zarabiać tyle, co ta w Bydgoszczy. Będzie dobrze? – pytał retorycznie.

Małe firmy sobie z tym nie poradzą

Zwolennicy kompromisu wypracowanego przez europosłów z Komisji Transportu wskazywali również na szereg utrudnień, jakie spadną na firmy po objęcie transportu międzynarodowego przepisami o delegowaniu. – Finałem będzie wzrost cen i biurokracji – alarmował Marian-Jean Marinescu z Rumunii.

– Jak chcemy policzyć płacę kierowcy, który w ciągu kilku godzin będzie przekraczał granicę kilku państw? – pytał Pavel Telicka z Czech.

– Organizacje transportowe, nie tylko ze Wschodu, ale i z Zachodu, mówią byśmy poparli kompromis TRAN. Inaczej będą obciążeni niepotrzebną biurokracją. Kosztowną, z czym nie poradzą sobie małe firmy – dodała europosłanka Elżbieta Łukacijewska. – W efekcie konsumenci będą płacić więcej za towary i usługi.

– Wprowadzenie zasad dotyczących delegowania w odniesieniu do transportu oznacza chaos prawny. W ciągu miesiąca firma będzie musiała brać pod uwagę nawet 20 różnych prawodawstw, liczyć kilkadziesiąt różnych wynagrodzeń – wyliczała Danuta Jazłowiecka. Dodała, że wiele organizacji transportowych, również z Francji czy Niemiec domaga się, by delegowanie nie obejmowało transportu.

Tuż przed głosowaniem

Jak dowiedzieliśmy się w biurze europoseł Danuty Jazłowieckiej, do części o delegowaniu kierowców przed jutrzejszym głosowaniem złożono 69 poprawek, do dokumentu dotyczącego czasu jazdy i odpoczynku – 39, zaś do przepisów odnoszących się do kabotażu – również 39. Polscy przedstawiciele kilka dni przed debatą i głosowaniem zastrzegali, że sytuacja jest bardzo poważna i trudno na razie nawet oszacować, jak ostatecznie może wyglądać Pakiet Mobilności zaproponowany przez Parlament Europejski.

Zgłaszali szereg trudności. Kluczowa miała być np. konstrukcja listy do głosowania – a ściślej – kolejność, w jakiej będą się pojawiać dokumenty. Polskim reprezentantom zależało, by kabotaż nie pojawił się jako pierwszy. W jego przypadku są w stanie iść na największe ustępstwa po to, by, jego kosztem, doprowadzić do wyłączenia transportu międzynarodowego spod zasad delegowania. Pierwsza wersja tej listy nie była korzystna, wczoraj jednak europoseł Elżbieta Łukacijewska poinformowała na Twitterze, że „udało się odwrócić niekorzystny dla nas porządek obrad.”

Oprócz prac stricte merytorycznych i liczenia głosów, jakie mogą zostać przyznane poszczególnym poprawkom, od dawna trwały również prace nad strategią, zarówno merytoryczną, jak i wizerunkową. Polska, razem z Czechami, Słowakami, Węgrami i Rumunami, w ubiegłym tygodniu przygotowywała i dystrybuowała materiały do wszystkich europosłów w Strasburgu. Asystenci przyklejali również ulotki informacyjne na drzwi biur polityków.

Przewoźnicy apelują

Aktywni są również przedstawiciele przewoźników. Nieustannie zbierają podpisy pod wspólną deklaracją, w której sprzeciwiają się zastosowaniu zasad delegowania do transportu międzynarodowego. Jak dowiedzieliśmy się od Agaty Boutanos, dyrektor Przedstawicielstwa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców w UE, podpisy złożyły już organizacje z Belgii, Bułgarii, Chorwacji, Czech, Danii, Estonii, Grecji, Węgier, Irlandii, Łotwy, Litwy, Holandii, Polski, Portugalii, Rumunii, Słowacji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Finlandii oraz Niemiec.

W dokumencie podkreślają m.in., że stosowanie wobec pracowników transportu przepisów dotyczących osób, które pracują przez kilka miesięcy lub lat w kraju UE innym niż ten, z którego pochodzą, jest irracjonalne, a skutkiem tego typu rozwiązań może być nieproporcjonalne ograniczenia działalności większości przedsiębiorstw transportowych w Unii, szczególnie tych małych i średnich.

Czy te argumenty przemówiły do europosłów – dowiemy się podczas głosowania w środę.

Fot. Pixabay/you_littleswine/public domain

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu