Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Ministerstwo Infrastruktury chce walczyć z usuwaniem filtrów cząstek stałych z układów wydechowych. Szykuje zaostrzenie przepisów, zgodnie z którymi samochody, których właściciele pozbyli się tych filtrów, mogą nawet nie przejść badań technicznych. To jednak nie jedyny projekt. Grupa posłów stworzyła własny, w którym mowa o karach, i to idących w tysiące złotych.

Usuwanie filtrów cząstek stałych (DPF) nie należy do rzadkości. Bez problemu można znaleźć rady, jak to zrobić, lub fachowców, którzy się tym zajmują – po wpisaniu w wyszukiwarkę zapytania „usuwanie dpf” wyświetla się ponad 370 tys. wyników.

Przyznają to również przedstawiciele branży samochodowej, tłumacząc jednocześnie sytuację tym, że filtry sprawiają użytkownikom sporo problemów. Zapychają się bardzo często, bywa, że po kilkudziesięciu tysiącach kilometrów. Tymczasem koszt ich wymiany przekracza nawet 10 tys. złotych.

Tym niemniej ich obecność w pojazdach z silnikami Diesla jest konieczna, bo to one zmniejszają emisję szkodliwych substancji i pozwalają na mieszczenie się w rygorystycznych normach. Jak dowiedzieliśmy się w Polskim Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, “od stycznia 2013 r. obowiązuje dla samochodów ciężarowych norma EURO VI i żeby ją spełnić wszyscy producenci stosują raczej filtry DPF, natomiast wcześniej przy normie EURO V praktyka stosowania DPF nie była tak powszechna”. Jak szacuje PZPM, w Polsce w 2017 r. było 125,1 tys. samochodów ciężarowych o DMC pow. 3,5 t z normą EURO VI (około 11 proc. wszystkich zarejestrowanych w naszym kraju ciężarówek).

Zmiany u diagnostów

Ministerstwo Infrastruktury postanowiło więc podjąć walkę z usuwaniem filtrów. Trwają właśnie prace, które mają skutecznie odstraszyć kierowców. Zgodnie z propozycjami resortu, okresowe badania techniczne miałyby zostać uzupełnione „o procedurę wykrywającą usunięcie z pojazdu filtra cząstek stałych (możliwą do zastosowania w stacjach kontroli pojazdów)” – czytamy w piśmie podsekretarza stanu, Marka Chodkiewicza, opublikowanym na sejmowej stronie w sierpniu. Jednocześnie wiceminister zaznaczył, że „projekt ustawy został rozpatrzony przez Komisję Prawniczą, i jest skierowany pod obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów”.

W piśmie wymienione zostały również konkretne propozycje zmian. Jak czytamy, przewiduje się więc:

  • wprowadzenie nowego kryterium oceny pojazdów pod kątem identyfikacji usunięcia filtra cząstek stałych;
  • zastosowanie systemu diagnostyki pokładowej pojazdu (EOBD) jako elementu badania wspierającego wykrycie manipulacji w zakresie usunię­cia filtra cząstek stałych;
  • objęcie badań emisji zanieczyszczeń wchodzących w zakres okresowych badań technicznych obowiązkiem archiwizacji;
  • objęcie urządzeń kontrolno-pomiarowych, znajdujących się na stacji kontroli pojazdów, a wykorzystywanych do pomiaru emisji zanieczyszczeń, obowiązkiem nadzoru oraz dodatkowymi wymaganiami w zakresie ich budowy i działania.

Jak zauważają eksperci, diagnosta będzie mógł sprawdzić, na przykład za pomocą systemu EOBD (odmiana złącza OBD II), czy filtr został wycięty. Kierowców czekać będą niemiłe konsekwencje.

– Pojazdy z usuniętym filtrem cząstek stałych nie uzyskają pozytywnego wyniku badania technicznego. By uzyskać pozytywny wynik badania, trzeba będzie doposażyć pojazd w brakujący filtr DPF – zauważa Mikołaj Krupiński z Instytutu Transportu Samochodowego, cytowany przez dziennik.pl.

Pójść krok dalej?

Pomysł został dość entuzjastycznie przyjęty przez ekspertów z branży samochodowej. Zdaniem Jakuba Farysia z Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, to, co się obecnie dzieje, jest “niezgodne z homologacją i niezgodne z przepisami” – czytamy na tvn24bis.pl.

Jednocześnie ekspert przekonuje, że należałoby pójść krok dalej – zdelegalizować usługę wycinania DPF. To jednak, jak zauważa Marek Chodkiewicz, „znajduje się poza zakresem kompetencji Ministerstwa Infrastruktury”.

Nawet 5 tys. zł kary

Okazuje się jednak, że znajduje się w zakresie kompetencji grupy posłów Nowoczesnej, którzy przygotowali projekt zmieniający Kodeks wykroczeń i Prawo o ruchu drogowym. Jego głównym celem jest „wprowadzenie surowszych sankcji dla kierowców za poruszanie się samochodami, z niesprawnym albo wyciętym filtrem cząstek stałych oraz dla podmiotów, które oferują usługi wycięcia albo modyfikacji filtra cząstek stałych”.

Posłowie zauważają, że “choć praktyka usuwania filtra prowadzi do tego, że pojazd staje się zgodnie z prawem niezdatny do ruchu, to nie jest wystarczająco ścigana i karana”. Jak czytamy w uzasadnieniu ich projektu ustawy, dziś za kierowanie pojazdem, który nie spełnia norm emisyjnych, grozi kara do 500 zł, policja zaś “po kontroli ma obowiązek co najwyżej zatrzymać dowód rejestracyjny”.

Proponują więc nałożenie kar. I to dość sporych.

Po pierwsze, właścicielowi, posiadaczowi, użytkownikowi lub prowadzącemu pojazd, którego stan techniczny narusza wymagania ochrony środowiska, będzie grozić kara grzywny do 5000 złotych. Po drugie, taka sama grzywna grozić będzie osobom (docelowo – właścicielom warsztatów samochodowych), które będą oferować i przeprowadzać usługę polegającą na wycięciu filtra cząstek stałych albo dokonania innej modyfikacji, przez którą stan techniczny pojazdu zacznie naruszać wymagania ochrony środowiska – proponują.

“Ponadto, projekt nakłada obowiązek usunięcia pojazdu z drogi na koszt właściciela w przypadku stwierdzenia, że jego stan techniczny narusza wymagania ochrony środowiska” – dodają autorzy projektu w uzasadnieniu.

Ustawa została skierowana do I czytania na posiedzeniu Sejmu. Nie wiadomo, do jakiego stopnia ostatecznie przepisy proponowane przez Ministerstwo i posłów będą ze sobą powiązane. Widać jednak wyraźnie, że wszyscy zmierzają do tego, by mocno ograniczyć proceder wycinania filtrów DPF.

Fot. Pixabay/Tama66/public domain

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu