Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Naczelny Sąd Administracyjny przyznał rację przewoźnikowi, którego ukarano za nieprawidłowości w zgłoszeniu przewozu do SENT. – Właściwie spór między urzędem skarbowym a firmą opierał się na różnych interpretacjach definicji jednego pojęcia – interesu publicznego. Okazuje się, że urzędnicy interpretowali go mylnie – tłumaczy Ewa Sławińska-Ziaja, radca prawny w TransLawyers.eu. Warto o tym pamiętać, jeśli urząd nałoży na nas karę za drobne błędy w zgłoszeniu i będziemy chcieli się odwoływać.

Chodzi o sprawę, która miała początek we wrześniu 2017 r. Funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej skontrolowali wówczas ciężarówkę, która wiozła 18 tys. litrów paliwa. Jak czytamy w orzeczeniu sądu, dostrzegli, że: – zgłoszenie SENT nie zostało uzupełnione o numer licencji, – oraz że w zgłoszeniu wpisano numer dokumentu przewozowego, którego kierowca pojazdu nie posiadał.

Przewoźnik, (a przy okazji odbiorca, bo paliwo przewoził na własną stację benzynową) tłumaczył się, że uzupełniał dokumenty jak dotychczas i nigdy wcześniej nie spotkał się z żadnymi zastrzeżeniami. Co więcej, wskazywał również na niedociągnięcia systemu.

Zauważył, że wcześniej podczas wypełniania dokumentu przewozowego brak wypełnienia pola z numerem licencji nie blokował przejścia do następnego pola oraz zakończenia edycji dokumentu – czytamy w wyroku NSA.

W wyroku znajduje się też informacja, że później, bo w październiku, system SENT został poprawiony i w newralgicznym miejscu dodany został dopisek, tłumaczący, kiedy nie trzeba uzupełniać wspomnianego pola, a kiedy jest to konieczne.

W związku z tym skarżący stwierdził, że w programie był błąd, który został następnie poprawiony. Nie miało to jednak wpływu na rzetelność prowadzonej działalności gospodarczej skarżącego oraz innych przewoźników i nie uszczuplało przekazywanych wpływów podatkowych – wynika z dokumentów sprawy.

To jednak nie przekonało skarbówki.

Brak “należytej staranności”

Co prawda Naczelnik Urzędu Celno-Skarbowego przyznał, że „w trakcie kontroli kierowca pojazdu okazał wypis z ważnej licencji na wykonywanie krajowego transportu drogowego (licencji przewozowej)”, ukarał jednak przewoźnika za nieuzupełnienie danych. Grzywną w wysokości 5 tys. zł.

Przewoźnik złożył odwołanie. Wówczas jednak decyzja skarbówki została utrzymana. Organ odwoławczy podkreślał, że newralgiczny towar, w ilości, jaką wiózł kierowca, wymaga tego, by przed rozpoczęciem przewozu „podmiot wysyłający przesłał do rejestru zgłoszenie, uzyskał dla niego numer referencyjny i przekazał go przewoźnikowi”. M.in. powinien zamieścić numer licencji.

Skarbówka była nieubłagana. Stwierdziła, że „o obowiązku uzupełnienia konkretnego pola w systemie decyduje przepis, a nie to, czy system blokuje możliwość przesłania zgłoszenia SENT w razie niewypełnienia pola. Dlatego też organ uznał, że uchybienie, którego dopuścił się skarżący, nie było wynikiem awarii, siły wyższej ani okoliczności, na które skarżący nie miał wpływu, lecz było wynikiem niedołożenia przez niego należytej staranności”.

Dlaczego nie chcą “iść na rękę”?

Urząd skarbowy przekonywał, że nie może odstąpić od nałożenia kary, czego domagał się przewoźnik.

Przede wszystkim posługiwał się argumentem „interesu publicznego” użytego w ustawie SENT, rozumiejąc go w następujący sposób – w interesie publicznym jest, by winny uiścił należną karę za błędy, które popełnił. Niezależnie od tego, czy zrobił to celowo, czy przez nieuważność. Tym bardziej, że kara ma również działanie prewencyjne i dyscyplinujące, a przewóz towarów objętych ustawą SENT jest łagodnie rzecz ujmując “newralgiczny podatkowo”. W związku z tym skarbówka uznała, że umorzenie takiej kary finansowej w stosunku do jednego przewoźnika stanowiłoby nieuprawnione uprzywilejowanie jednego podmiotu gospodarczego w stosunku do innych, co równoznaczne jest z naruszeniem konstytucyjnej zasady równości wobec prawa – Ewa Sławińska-Ziaja tłumaczy argumentację urzędu.

Opinia “błędna i pozbawiona logiki”

Co ciekawe, przewoźnik bronił się… m.in. również powołując się na interes publiczny. I uzyskał poparcie kolejno – najpierw Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, a później Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Jego zdaniem interes publiczny wymagał, żeby organ skarbowy odstąpił od nałożenia kary, bo wbrew temu, co uznała skarbówka, został spełniony warunek ważnego interesu publicznego i ważnego interesu przewoźnika. W swojej argumentacji przewoźnik podkreślał też, że decyzja została podjęta w sposób naruszający zasady zaufania do organu podatkowego określone w ordynacji podatkowej – tłumaczy radca prawny TransLawyers.eu.

To nie wszystko. Sąd uznał również, że definicja interesu publicznego, jaką posługiwał się urząd skarbowy, była „błędna i pozbawiona logiki”. Ustawa SENT „daje bowiem w literalny sposób możliwość odstąpienia od nałożenia kary albo w razie wystąpienia przesłanki ważnego interesu przewoźnika, albo właśnie z uwagi na interes publiczny”.

A jeśli interes publiczny definiuje się wyłącznie w ten sposób, że polega na niedopuszczaniu do tego, by ktokolwiek został „uprzywilejowany” w świetle prawa, wówczas ostatecznie… każdy przepis dopuszczający odstąpienie od kary byłby przepisem martwym. Nie tylko ten zapisany w ustawie o SENT.

Skoro bowiem ustawodawca w art. 22 ust. 3 ustawy SENT expressis verbis (łac. dobitnie – przyp. red.) wskazał na możliwość odstąpienia od nałożenia kary pieniężnej w przypadkach uzasadnionych interesem publicznym, to przewidział sytuacje, w których odstąpienie od dochodzenia należności będzie zbieżne z tym interesem. Tymczasem zaprezentowana przez organ w zaskarżonej decyzji argumentacja zdaje się takiemu stanowisku przeczyć – co należy uznać za niedopuszczalne ograniczenie stosowania regulacji ustawowych – czytamy w wyroku NSA.

Bezprecedensowy wyrok

Wyrok NSA jest o tyle ważny, że wcześniej, w podobnych sprawach, orzeczenia sądów niższej instancji wyglądały różnie. Czasami sędziowie przyznawali rację przewoźnikom, innym razem skarbówce.

Co prawda najnowszy wyrok NSA nie jest wiążący dla innych sądów i organów podatkowych, ale nie da się ukryć, że na pewno będzie miał znaczenie dla rozstrzygania podobnych sporów w przyszłości. Zarówno tych będących jeszcze na etapie rozstrzygania przez organ administracyjny, jak i tych przekazywanych już do wojewódzkich sądów administracyjnych – przekonuje radca prawny. – Wszyscy będą mieli w pamięci ten wyrok i będą go brali pod uwagę przy rozpatrywaniu kolejnych spraw. Mamy oczywiście nadzieję, że ta linia orzecznicza utrwali się w NSA i nie będą zapadały wyroki rozstrzygające te sprawy w odmienny sposób.

Jak jeszcze się bronić?

Zdaniem ekspertki warto, by powoływali się na niego również sami przewoźnicy, odwołując się od decyzji o grzywnie. – W wyjaśnieniach warto wspomnieć właśnie o tym, że popełniony przez nas błąd miał znikome znaczenie i że odstąpienie od wymierzenia kary finansowej leży zarówno w naszym interesie, jak i też w interesie publicznym, gdyż decyzja odmienna byłaby z obiektywnego punktu widzenia niesprawiedliwa- potwierdza Ewa Sławińska-Ziaja.

To nie wszystko. Można się powołać również na wynikającą z Konstytucji zasadę proporcjonalności, która oznacza, że wszelkie kary, które są nakładane na daną jednostkę lub firmę, muszą być nakładane tylko i wyłącznie wówczas, gdy jest to konieczne. Ponadto każda kara powinna być adekwatna do naruszenia, kary nakładane na nas przez organy państwowe nie mogą być nieproporcjonalnie uciążliwe. Nie powinny również prowadzić do gwałtownego pogorszenia się sytuacji przedsiębiorcy, a już na pewno nie do bankructwa – dodaje.

Zdaniem prawniczki, formułując odwołania warto również podkreślać, że błąd nie miał wpływu na uszczuplenie wpływów podatkowych i był niewielki lub niecelowy.

Często zdarza się, że jakiś danych nie udaje się wpisać ze względu na błędy informatyczne, na przykład zawiesza się strona. Jeśli do tego dochodzi, a przewóz jest bardzo pilny, przewoźnik nie ma czasu na to, by czekać, aż usterka zostanie naprawiona – tłumaczy przedstawicielka kancelarii.

Ma prawo… nie karać

Tego rodzaju argumenty należy stosować od razu, czyli już wówczas, gdy przewoźnik otrzyma z Urzędu Skarbowego informację o wszczęciu postępowania.

Przewoźnik ma wówczas zazwyczaj siedem dni na to, by ustosunkować się do zarzutów. Powinien wówczas szczegółowo opisać, skąd wynikały błędy. Jeśli np. mamy do czynienia z błędem pisarskim i np. zmianą kolejności cyfr, napiszmy o tym szczerze – radzi ekspertka.

To jest również najlepszy moment, by powołać się na wszystkie przesłanki, opisane powyżej. Jak również przypomnieć urzędowi o jego prawie wynikającym z ustawy o SENT, które przewoźnika żywo w tym momencie interesuje – a więc o prawie do zrezygnowania z nałożenia kary (gwarantuje nam to art. 22 ust. 3 w zw. z art. 26 ust 3 ustawy z 9 marca 2017 r. o systemie monitorowania drogowego przewozu towarów)

Na podstawie naszych wyjaśnień organ pierwszego stopnia wyda decyzję. Możliwe jest, że już na tym etapie rzeczywiście zrezygnuje z nałożenia kary. Jeśli jednak nie napiszemy takiego odwołania, decyzję wyda wyłącznie w oparciu o informacje, które sam zebrał. A nie da się ukryć, że Urząd Skarbowy ma bardzo profiskalne podejście, w praktyce więc nie ma większych szans, żeby samodzielnie zrezygnował z grzywny. Trzeba o to powalczyć – kwituje radca prawny.

Nie udało się. Co dalej?

Jeśli mimo wszystko kara zostanie nałożona, można się odwołać do organu drugiego stopnia jakim w tym wypadku jest Naczelnik Urzędu Celno- Skarbowego.

Nadal dzieje się to w ramach procedury administracyjnej, więc to odwołanie nie musi mieć szczególnej formy, najważniejsze jest złożenie go w terminie, czyli w ciągu 14 dni od daty doręczenia decyzji organu pierwszego stopnia – tłumaczy Ewa Sławińska-Ziaja.

– Niemniej warto pamiętać o pewnych kwestiach formalnych, które ułatwią organowi rozpatrywanie naszej sprawy jak na przykład o zachowaniu oznaczeń stron, o wpisaniu sygnatury sprawy, dlatego dobrze, żeby takie pismo przygotował prawnik. Ostatecznie jednak, jeśli we wniosku będzie czegoś brakować, organ i tak musi go rozpatrzyć – dodaje.

Ponownie warto w tym piśmie przypomnieć o możliwości odstąpienia od nałożenia kary. Jeśli w dalszym ciągu decyzja będzie dla nas negatywna, trzeba będzie już złożyć skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Wówczas wchodzimy już na drogę sądową, a skarga administracyjna nie dość, że musi być co do zasady złożona w terminie 30 dni od momentu doręczenia decyzji organu drugiego stopnia, to jeszcze musi wypełniać określone założenia formalne, jeśli to zaniedbamy to WSA po uprzednim wezwaniu do naprawienia braków może pozostawić naszą skargą bez rozpoznania – kwituje ekspertka.

Z ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi wynika, że każde pismo sądowe musi zawierać:

1) oznaczenie sądu, do którego jest skierowane, imię i nazwisko lub nazwę stron, ich przedstawicieli ustawowych i pełnomocników;

2) oznaczenie rodzaju pisma;

3) osnowę wniosku lub oświadczenia;

4) podpis strony albo jej przedstawiciela ustawowego lub pełnomocnika;

5) wymienienie załączników.

Dodatkowo skarga do WSA jako pierwsze pismo w sprawie powinno zawierać oznaczenie miejsca zamieszkania, a w razie jego braku – adresu do doręczeń, lub siedziby stron, ich przedstawicieli ustawowych i pełnomocników oraz przedmiotu sprawy. Pisma kolejne – sygnaturę akt.

Jeśli reprezentuje nas pełnomocnik, to należy dołączyć pełnomocnictwo lub jego wierzytelny odpis. Za stronę, która nie może się podpisać, podpisuje pismo osoba przez nią upoważniona, z wymienieniem przyczyny, dla której strona sama się nie podpisała.

Fot. Trans.INFO

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu