Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Z 8 milionów ciężarówek zarejestrowanych w Stanach Zjednoczonych w 1949 roku, tylko 400 tys. było własnością przewoźników specjalizujących się w transporcie dalekodystansowym na wynajem. Ta grupa dzieliła się na przewoźników ogólnych (common carrier), przewoźników określonych ładunków (przeprowadzki, paliwa, samochody) oraz kontraktowych, którzy wykonywali umowy z producentami (paliwa, cement, stal).

W 1949 roku amerykańscy przewoźnicy ogólni przetransportowali 85,6 proc. ładunków branży dalekodystansowej, zaś kontraktowi 14,4 proc. 

Wszyscy musieli zmagać się z szybko rosnącymi kosztami, głównie pracy, wymuszonymi m.in. przez strajki. W 1946 roku amerykański urząd statystyczny zanotował 31 dużych strajków (w których odmówiło pracy co najmniej 10 tys. osób). Dla porównania średnia za lata 1935-39 wyniosła 11. Tylko w 1946 roku odeszło od warsztatów pracy blisko 3 mln osób (w drugiej połowie lat 30. strajkowało dziesięć raz mniej osób). 

Inflacja oraz wzrost branży sprawiły, że od 1 kwietnia 1950 roku do klasy I zaliczano firmy o przychodach powyżej 200 tys. dolarów, do drugiej powyżej 50 tys. dol. (pierwotnie od 25 tys.) i trzeciej poniżej 50 tys. Przewoźnicy klasy I zanotowali 1,2 mld dolarów przychodów, zdobywając 40 proc. obrotów branży. 

W 1955 roku przeciętna masa ładunku przewożonego między amerykańskimi miastami pojedynczym samochodem wynosiła 2,5 tony, zaś zestawem – 11 ton. W USA ponad 25 tys. miast i miasteczek uzależnione było wyłącznie od transportu drogowego. Zatem jego przyszłość była zapewniona, niezależnie od inflacji oraz liczby strajków.

Fot. Mack Trucks

Zobacz najciekawsze odcinki „Historii transportu”:

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu