Niedługo odcinamy się od dostaw paliw z Rosji. Jak to wpłynie na ich ceny?

Ten artykuł przeczytasz w 7 minut

Za niecałe dwa tygodnie wejdzie w życie poważne ograniczenie importu rosyjskiej ropy. W lutym nie będzie już można sprowadzać rosyjskiego diesla. Czy spodziewać się można skoku cen paliw albo co gorsza ich braków?

Aktualizacja godz. 12:08

Niedługo odcinamy się od dostaw paliw z Rosji. Jak to wpłynie na ich ceny?
Fot. Pixabay/AndrzejRembowski/public domain

W czerwcu br. unijni liderzy podjęli decyzję o nałożeniu embarga na rosyjską ropę sprowadzaną drogą morską. Sankcja wejdzie w życie 5 grudnia. Dodatkowo od 5 lutego 2023 r. wprowadzony zostanie zakaz importu produktów ropopochodnych (w tym m.in. oleju napędowego) z Rosji.

Do Polski i do Europy nadal może teoretycznie płynąć ropa za pomocą rurociągu „Przyjaźń”, ale zarówno Polska jak i Niemcy zadeklarowały zamiar zaprzestania importu surowca w taki sposób.

Czy zabraknie ropy?

Rafał Bogucki, ekspert rynku paliwowego w e-petrol, twierdzi, iż z dostawami ropy nie powinno być większego problemu.

Z tematem naftowym sobie poradzimy. Jest wiele źródeł skąd można sprowadzać ropę – Stany Zjednoczone, Bliski Wschód, Afryka Zachodnia czy Ameryka Południowa” – mówi Bogucki.

Rzeczywiście, w ciągu bieżącego roku nastąpiła daleko idąca zmiana kierunków dostaw ropy do naszego kraju. W II kwartale nieco ponad połowa ropy importowanej przez Polskę pochodziła z Rosji – wynika z danych NBP. Jednak już 1/3 trafiała do nas z Arabii Saudyjskiej. Dostawy z arabskiego królestwa wzrosły trzykrotnie rok do roku.

Wpływ na ceny

Ekspert e-petrol spodziewa się pewnego podbicia cen ropy w następstwie grudniowego embarga. Tłumaczy, że wpłynie na to zmiana logistyczna, jaka będzie musiała zajść na rynku. Zmienią się kierunki eksportu i importu ropy na świecie, co przełoży się na cenę za baryłkę ropy.

Z drugiej strony, Urszula Cieślak z BM Reflex uważa, iż samo embargo na ropę nie powinno specjalnie wpłynąć na poziom cen surowca. Zauważa, że europejskie rządy poczyniły pewne jego zapasy, dodatkowo jeszcze przez kilka tygodni na rynek docierać będą dostawy wysłane przed 4 grudnia.

Wróci wyższy VAT

Niemniej jednak ekspertka przypomina, iż za paliwa i tak zapłacimy więcej od początku roku. I nie będzie związane to z żadnymi sankcjami i embargiem. Rząd zapowiedział już koniec tarczy antyinflacyjnej na paliwa, co wiązać się będzie z przywróceniem 23 proc. stawki VAT na paliwa. Wzrośnie też (ze względu na kursy walut) akcyza.

„Tak jak rok temu obniżka tych stawek sprawiła, że zaczęliśmy płacić mniej za paliwa, tak teraz mamy dokładnie odwrotną sytuację” – tłumaczy Cieślak.

Wzrost cen na stacjach przez powrót starej stawki VAT i wzrost akcyzy dotyczyć będą głównie klientów indywidualnych, a nie przewoźników. Wynika to z faktu, iż użytkownicy ciężarówek i tak nie płacą podatku VAT od paliwa, gdyż odliczają go w ramach kosztów eksploatacji. Gdy stawka VAT od paliwa była niższa przewoźnicy mogli mniej odliczyć, tym samym płacąc więcej do urzędu skarbowego. Powrót 23 proc. stawki nie powinien więc być dla firm transportowych aż tak dużym powodem do zmartwień.

Być może kierowcy indywidualni nie odczują też tak drastycznie powrotu do 23 proc. VAT na paliwa. Prezes PKN Orlen zapowiada kroki, które mają złagodzić skutki powrotu do wyższej stawki VAT.

Cisza przed burzą?

Eksperci nie obawiają się więc specjalnie reperkusji grudniowego embarga.

„O wiele trudniejszym tematem jest kwestia embarga na dostawy produktów ropopochodnych” – mówi dr Bogucki.

Właśnie to mające wejść w życie w lutym przyszłego roku embargo może być trudniejsze do udźwignięcia dla państw europejskich. A także dla sektora transportowego. Ograniczenie to m.in. zablokuje do Europy drogę dla tańszego rosyjskiego diesla.

„Wszyscy Europejczycy będą szukali diesla, a to naturalnie podbije jego ceny” – uważa dr Bogucki.

Z dostępnością oleju napędowego nie powinno być raczej problemów – tłumaczy ekspert e-petrol. Polska ma dostęp do morza, dysponuje naftoportem i już dziś importuje znaczne ilości ropy i diesla tą drogą.

Podobnie jak w przypadku ropy, udział dostaw paliw z Rosji także znacznie zmalał w tym roku. O ile w I kwartale z Rosji pochodziło 48 proc. importowanych przez Polskę paliw, to w połowie br. było to już tylko 26 proc. Nadal to jednak istotna część krajowego zapotrzebowania, którą trzeba będzie zastąpić.

Logistyczne wyzwanie

Bałtyk jest dość płytkim morzem, niedostępnym dla największych tankowców, co sprawia, iż przewożone przez nie paliwo musi być rozładowane i przeładowywane na mniejsze jednostki, które dotrą do polskich portów. To operacja jak najbardziej wykonalna, ale oznacza kolejne ogniwo w łańcuchu dostaw, za które trzeba będzie dodatkowo zapłacić.

Potencjalny wpływ kwestii logistycznych na ceny dostrzega też Urszula Cieślak z BM Reflex.

„Polska jest gotowa (na odcięcie rosyjskiego diesla – przyp. red.), bo mamy źródła dostaw, ale inni także będą potrzebowali więc pozostaje kwestia logistyki – to może spowodować pewne perturbacje na rynku diesla” – tłumaczy Urszula Cieślak. Dodaje, że nie będą to perturbacje związane z niedoborem paliw, ale raczej perturbacje cenowe.

Choć polscy analitycy są optymistyczni co do bezpieczeństwa dostaw, na Zachodzie eksperci są pełni obaw. Według analityków z Argus Media, Europę mogą czekać poważne zakłócenia w dostawach. Twierdzą, iż – owszem da się pozyskać diesla z Indii lub Bliskiego Wschodu, ale zapewne po wysokich cenach, gdyż o paliwo będzie trzeba rywalizować z krajami z Azji.

Problemem jednak są rekordowo niskie zapasy diesla w Europie. Wysokie ceny gazu oraz obciążenia związane z kosztami emisji sprawiły, iż rafinerie zamiast przerabiać ropę wolały w bieżącym roku zużywać zapasy paliw. W efekcie, według Argus Media, poziom zapasów produktów ropopochodnych w 16 głównych europejskich gospodarkach był najniższy od 2008 r. W Niderlandach, bogatych w magazyny paliw, poziom zapasów diesla był w sierpniu o 40 proc. niższy rok do roku. W innych krajach wskaźnik ten był niższy (np. 10 proc. w Niemczech i 12 proc. w Wielkiej Brytanii), ale pokazuje skalę problemu.

Będzie drożej

Przewoźników najbardziej interesuje to, czy embargo będzie miało przełożenie na cenę oleju napędowego na stacjach benzynowych. Po podwyżkach w następstwie wojny na Ukrainie ceny paliw stanowią bowiem już , według szacunków, nawet połowę kosztów firm transportowych.

Dr Bogucki twierdzi, iż jest to trudne do prognozowania choćby ze względu na ograniczoną politykę informacyjną dotyczącą potencjalnych źródeł pozyskiwania paliwa. Niemniej jednak, konieczność sprowadzania droższego oleju napędowego niż rosyjski i importowanie go z odległych regionów, samo w sobie musi przełożyć się na poziom cen.

„Zmiana może być odczuwalna. Nie będzie mała” – ocenia dr Bogucki. Dodaje, iż realna jest podwyżka ceny o kilkadziesiąt groszy. A do tego trzeba będzie dodać wspomniane już wcześniej podwyżki podatku VAT oraz akcyzy.

Najpopularniejsze
Komentarze
0 Komentarzy
Użytkownik usunięty