Najważniejsze informacje:
- Projekt UD263 zakłada wprowadzenie opłat administracyjnych w wysokości od 1,5 tys. do 7,5 tys. zł, nakładanych na właściciela lub posiadacza pojazdu.
- Opłata może grozić przedsiębiorcy, jeżeli nie dostarczy on oświadczenia kierowcy o przyjęciu lub odmowie przyjęcia mandatu – nawet gdy dysponuje danymi z karty kierowcy czy tachografu.
- GITD nie musiałby wydawać decyzji administracyjnej przed skierowaniem należności do egzekucji.
- Projekt przewiduje możliwość usuwania i zatrzymywania pojazdów na parkingu do czasu uregulowania opłaty lub mandatu.
- Z OSR wynika, że w latach 2028–2037 dodatkowe wpływy mają wynieść 543,8 mln zł z mandatów oraz 265,5 mln zł z opłat administracyjnych, jednak TLP zarzuca projektodawcy brak pełnego oszacowania kosztów dla przedsiębiorców.
- TLP domaga się m.in. wydawania formalnych decyzji, możliwości przedstawiania wszystkich wiarygodnych dowodów oraz ograniczenia przypadków zatrzymywania pojazdów.
Projekt zmian w Prawie o ruchu drogowym ma w założeniu zwiększyć skuteczność egzekwowania naruszeń rejestrowanych przez fotoradary i odcinkowe pomiary prędkości. TLP nie kwestionuje potrzeby poprawy bezpieczeństwa na drogach, jednak wskazuje, że zaproponowany mechanizm może prowadzić do automatycznego obciążania firm zamiast skutecznego karania bezpośrednich sprawców.
Przewoźnik wskaże kierowcę, ale to może nie wystarczyć
Największe zastrzeżenia branży budzi procedura przewidziana na wypadek, gdy właściciel lub posiadacz pojazdu nie przedstawi oświadczenia kierującego o przyjęciu albo odmowie przyjęcia mandatu.
W takim przypadku na właściciela lub posiadacza pojazdu może zostać nałożona opłata administracyjna w wysokości od 1,5 tys. do 7,5 tys. zł. Według TLP przedsiębiorca może nie uniknąć jej nawet wtedy, gdy przedstawi inne obiektywne dowody wskazujące osobę kierującą – takie jak dane z tachografu cyfrowego, karta kierowcy czy ewidencja użytkowania pojazdu.
Nawet w sytuacji, gdy użytkownik pojazdu może wskazać osobę, która dokonała naruszenia oraz przedstawić potwierdzające to dowody, np. dane z tachografu cyfrowego, karty kierowcy albo ewidencji użytkowania pojazdu, to nie będzie miał prawnych możliwości zmuszenia kierującego do podpisania, wymaganego przez projekt, oświadczenia – komentuje Maciej Wroński, prezes Transport i Logistyka Polska.
TLP zwraca uwagę, że kierowca w chwili doręczenia wezwania może przebywać w trasie, na urlopie lub zwolnieniu chorobowym albo nie pracować już w danej firmie.
Organizacja wskazuje również, że katalog okoliczności pozwalających właścicielowi uwolnić się od opłaty nie obejmuje m.in. błędnego odczytu tablic rejestracyjnych, użycia sklonowanych tablic, nieprawidłowości pomiaru czy pomyłki dotyczącej miejsca lub czasu zdarzenia.
Kara bez decyzji administracyjnej
Jeszcze poważniejsze zastrzeżenia TLP dotyczą samej procedury nakładania opłaty. Z analizy organizacji wynika, że Główny Inspektorat Transportu Drogowego nie musiałby wydawać decyzji administracyjnej kończącej postępowanie. Zamiast tego do właściciela pojazdu trafiałoby upomnienie, a należność mogłaby następnie zostać skierowana do egzekucji.
Dopiero po jej wszczęciu przedsiębiorca zyskiwałby możliwość zgłoszenia zarzutów, a później wejścia na drogę sądową. TLP uważa, że taki model ogranicza prawo do obrony i budzi wątpliwości z punktu widzenia Konstytucji RP, Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz prawa unijnego.
Projekt przewiduje również obniżenie opłaty o 20 proc. w przypadku szybkiej zapłaty. Zdaniem związku może to wywierać ekonomiczną presję na przedsiębiorcę, by zapłacił niższą kwotę zamiast podejmować próbę zakwestionowania obowiązku.
Kierowca zawinił, ale firma nie potrąci kary z pensji
Jeżeli opłata zostanie nałożona na pracodawcę, jej uregulowanie wcale nie oznacza prostego odzyskania pieniędzy od kierowcy. TLP przypomina, że zasady odpowiedzialności materialnej pracowników określa Kodeks pracy. Pracodawca nie może jednostronnie potrącić takiej należności z wynagrodzenia pracownika bez spełnienia przewidzianych prawem warunków.
W razie sporu firma musiałaby wykazać m.in. winę pracownika, powstanie szkody, jej wysokość oraz związek przyczynowy między zachowaniem kierowcy a stratą pracodawcy. Przy szkodzie wyrządzonej nieumyślnie odpowiedzialność pracownika jest ponadto ograniczona przepisami Kodeksu pracy.
W efekcie – argumentuje TLP – państwo uzyskałoby prosty mechanizm dochodzenia należności od przedsiębiorcy, podczas gdy ryzyko i koszty późniejszego odzyskiwania pieniędzy od sprawcy zostałyby przeniesione na pracodawcę.
„Areszt” dla ciężarówek grozi zakłóceniami dostaw
Najdalej idącym rozwiązaniem jest możliwość usuwania pojazdów z drogi i zatrzymywania ich na wyznaczonych parkingach do czasu opłacenia mandatu lub opłaty administracyjnej.
Dla transportu ciężarowego może to oznaczać nie tylko koszt postoju, lecz także opóźnienia dostaw i problemy po stronie odbiorców, zwłaszcza zakładów uzależnionych od terminowego zaopatrzenia.
Nie ma z naszej strony zgody na proponowany areszt dla pojazdów. Tego typu działania powinny być stosowane wyłącznie w sytuacji, gdy dochodzenie nałożonych sankcji jest niemożliwe lub utrudnione – oświadcza prezes TLP.
Związek wskazuje, że taki środek mógłby być uzasadniony np. w przypadku pojazdów zarejestrowanych w państwach, z którymi Polska nie dysponuje skutecznymi mechanizmami wzajemnego egzekwowania kar. Zdaniem TLP nie powinien natomiast być stosowany automatycznie wobec polskich przedsiębiorców, od których należność można wyegzekwować w zwykłym trybie.
Kosztów dla firm nie policzono
TLP krytykuje także dołączoną do projektu Ocenę Skutków Regulacji. Z dokumentu wynika, że w latach 2028–2037 dodatkowe wpływy mają wynieść 543,8 mln zł z mandatów oraz 265,5 mln zł z opłat administracyjnych.
Zdaniem związku nie oszacowano jednak w wystarczający sposób kosztów, jakie w związku z nową procedurą poniosą przedsiębiorcy – m.in. związanych z obsługą nowych obowiązków, integracją systemów, aktualizacją danych, egzekucją, wyjaśnianiem błędów czy sporami sądowymi.
TLP zwraca uwagę, że branża już dziś znajduje się w trudnej sytuacji finansowej. W swoim stanowisku powołuje dane BIG InfoMonitor i BIK z lutego 2026 r., według których zadłużenie transportu drogowego rzeczy przekracza 2,5 mld zł, a całego sektora TSL zbliża się do 3,4 mld zł.
Organizacja wskazuje też, że organy podatkowe traktują opłaty administracyjne o charakterze sankcyjnym jako wydatki, które co do zasady nie stanowią kosztu uzyskania przychodu. Oznaczałoby to dla przedsiębiorcy dodatkowy ciężar ekonomiczny.
TLP: karać sprawcę, nie właściciela
TLP podkreśla, że popiera działania służące bezpieczeństwu ruchu drogowego oraz zwiększeniu nieuchronności odpowiedzialności sprawcy. Sprzeciwia się jednak mechanizmom, które – zdaniem organizacji – mogą prowadzić do obciążania właściciela pojazdu zamiast osoby, która faktycznie dopuściła się naruszenia.
Związek domaga się m.in.:
- wydawania przez GITD formalnej decyzji o nałożeniu opłaty administracyjnej;
- możliwości przedstawiania wszystkich wiarygodnych dowodów wskazujących rzeczywistego kierowcę, w tym danych z tachografu i karty kierowcy;
- pozostawienia ciężaru wykazania przesłanek odpowiedzialności po stronie organu;
- zapewnienia środka odwoławczego przed rozpoczęciem egzekucji;
- ograniczenia zatrzymywania pojazdów do sytuacji, w których istnieje rzeczywiste ryzyko niemożności wyegzekwowania należności w normalnym trybie.
Według TLP projektowana procedura powinna przede wszystkim prowadzić do nieuchronnej odpowiedzialności rzeczywistego sprawcy wykroczenia i wpływać na jego przyszłe zachowanie na drodze – a nie tworzyć łatwiejszy mechanizm poboru pieniędzy od właściciela pojazdu.









