Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Operatorzy logistyki meblowej w Niemczech coraz częściej cierpią na brak wykwalifikowanych pracowników. Podnoszą pensje, ale to wciąż za mało. Koszty rosną, a presja rynku wobec rosnącej koniunktury i popytu na usługi transportowe jest coraz wyższa. To problem, który dotyka obecnie wiele sektorów przemysłu. Dlatego według szefa Raben Transport, aktualna sytuacja wymaga zmiany podejścia do kierowcy i organizacji jego pracy.

Problem braku kierowców dotyka kolejną z niemieckich branż. Po sektorze FMCG (dóbr szybkozbywalnych), materiałów budowlanych, logistyce pojazdów gotowych i producentach opakowań kartonowych – o trudnej sytuacji związanej z lukami w kadrze donosi kolejna grupa niemieckich przedsiębiorców – Związek Logistyki Meblowej (Amö). Organizacja przeprowadziła wśród swoich członków ankiety, z których wynika, że 55 proc. znajduje się w trudnej sytuacji kadrowej, a 24,5 proc. – w bardzo trudnej. 10 proc. respondentów uważa, że problem braku pracowników zagraża ich funkcjonowaniu. 90 proc. ankietowanych przyznało, że poszukuje pilnie kierowców ciężarówki (z prawem jazdy kategorii C/C+E). Z powodu braku personelu, firmy z sektora spedycji mebli coraz częściej zlecają planowe transporty przedsiębiorcom z zewnątrz i nie przyjmują nowych zleceń.

Podwyżki płac nie wystarczają, a koszty rosną

Firmy starają się walczyć z brakiem kadry – dają podwyżki, oferują świadczenia pozapłacowe. Wiele przedsiębiorstw gotowych jest zaakceptować nawet brak znajomości języka niemieckiego – wynika z ankiety stowarzyszenia.

W ciągu ostatnich dwóch lat brak kierowców doprowadził do wzrostu płac o co najmniej 10 procent, szacuje dr Martin Ahnefeld, wiceprezes organizacji. Podobnych podwyżek spodziewa się w ciągu najbliższych dwóch lat.

Koszty personelu w transporcie mebli nowych, który zwykle odbywa się w podwójnej obsadzie, stanowią ok. 50 proc. całkowitych kosztów” – wyjaśnił Ahnfeld w trakcie dorocznego posiedzenia związku.

Do tego dochodzą rosnące opłaty drogowe, czyli kolejne 2-7 proc. więcej.

Wielu niemieckich producentów mebli, czyli naszych klientów, również jest pod ogromną presją, więc przeniesienie na nich kosztów transportu, tak jak to konieczne, jest trudne” – przyznaje wiceprezes Amö.

Dystrybucja miejska mebli pod znakiem zapytania

Największe obawy organizacji dotyczą dystrybucji. W związku z boomem internetowego handlu meblami i wobec ciągłego niedoboru kadry, firmy specjalizujące się w tego typu przewozach nie nadążają z zaspokojeniem potrzeb rynku. Niektóre z nich rozważają nawet wycofanie się z branży.

“Podaż nie dogania popytu”

Ograniczone zasoby transportowe i szybko rosnące koszty drogowych usług przewozowych to rzeczywistość, z którą konfrontujemy się już od ponad roku. Mają na to wpływ zarówno czynniki popytowe jak i podażowe. Gospodarka europejska przeżywa okres prosperity, rośnie więc wymiana towarowa, a wraz z nią liczba zleceń” – Paweł Trębicki, dyrektor generalny i wiceprezes  Raben Transport, komentuje aktualną sytuację w europejskiej branży transportowej.

Dyrektor generalny Raben Transport zauważa, że w poprzednich latach branża transportowa zwykle reagowała na większe zapotrzebowanie dość elastycznie, chociaż z pewnym opóźnieniem. Działo się to zwykle w czasie od 3 do 6 miesięcy, niezbędnym do zakupu dodatkowych aut oraz rekrutacji personelu.

Tym razem sytuacja wygląda odmiennie. Podaż z pewnością nie dogoniła popytu, co skutkuje poważnymi zakłóceniami w łańcuchach dostaw oraz rosnącymi stawkami usług. Stoi za tym wiele powodów” – dodaje Trębicki.

Obawy przewoźników o przyszłość

Według Trębickiego w szerszej perspektywie przewoźnicy obawiają się inwestycji, nie do końca wierząc w stabilność wzrostu gospodarczego oraz korzystne warunki do rozwoju biznesu.

Tak jak w pierwszym przypadku ocena jest zawsze subiektywna i indywidualna, w drugim musimy pamiętać, z iloma regulacjami krajowymi i europejskimi konfrontowała się branża w ostatnim okresie. Jedna z nich, implementacja unijnej dyrektywy o delegowaniu dla kierowców w ruchu międzynarodowym, ciągle pozostaje otwartym tematem, rodząc wiele obaw na przyszłość. W takim otoczeniu trudno o optymizm, który jest niezbędny do podejmowania decyzji inwestycyjnych o wieloletnim horyzoncie. Przewoźnicy mają wrażenie, że z każdej strony są im „rzucane kłody pod nogi”, a zamiast zachęt i wsparcia do rozwoju działalności, wydłuża się wyłącznie katalog możliwych zakazów, przewinień i kar” – stwierdza dyrektor Raben Transport.

-
+

Paweł Trębicki, fot. Raben Transport

Powody niedoboru kadry

Schodząc na poziom operacyjny przedsiębiorstwa należy, według Trębickiego, zwrócić uwagę głównie na braki kierowców i rosnące koszty wynagrodzeń.

Z jednej strony ekspert wskazuje tu na demografię: doświadczeni kierowcy w zaawansowanym wieku coraz liczniej odchodzą na emeryturę. Z drugiej strony – podkreśla brak wystarczającej liczby nowych kandydatów do zawodu. Według szefa Rabena, zawodzi tu zarówno system szkoleń, dzięki którym kierowcy mogą nabyć niezbędne kwalifikacje, jak i niewystarczające ułatwienia dla przyjęcia pracowników z zagranicy.

Profesjonalny kierowca może dzisiaj liczyć na atrakcyjne wynagrodzenie, stanowiące często nawet dwukrotność średniego wynagrodzenia w kraju, ale to ciężka praca. Rozłąka z rodziną i bliskimi, godziny spędzone na za- i rozładunku, czas stracony w korkach, słaba infrastruktura parkingowa, niezapewniająca ani właściwego dostępu do części sanitarno-żywieniowej, ani oczekiwanego poczucia bezpieczeństwa. Te czynniki, z pewnością nie zachęcają do wyboru zawodu kierowcy. Ponadto, rekordowo niski poziom bezrobocia zwiększa liczbę dostępnych alternatyw. W przypadku kierowców istnieje dodatkowa możliwość podjęcia zatrudniania poza Polską, gdzie zapotrzebowanie jest równie wysokie” – zauważa Paweł Trębicki.

Brak kierowców wymaga nowego podejścia

Według dyrektora generalnego Rabena aktualna sytuacja branży wymaga zmiany podejścia do kierowcy i organizacji jego pracy.

W rezultacie przewoźnicy muszą nie tylko akceptować wyższe nominalne koszty wynagrodzeń, aby pozyskać kierowców, ale również w kontekście oczekiwań nowego pokolenia kierowców, fundamentalnie przemyśleć zmianę organizacji pracy. Czasy, kiedy kierowca akceptował spędzanie w trasie wielu tygodni, podejmując zlecenia na terenie całej Europy, minęły bezpowrotnie. Dzisiaj coraz większa liczba kierowców, chciałaby każdy lub co drugi weekend spędzać w domu. Prowadzi to do kumulacji kosztów osobowych, rosną nie tylko wynagrodzenia, ale również liczba pracowników potrzebna do wykonania tych samych zadań, co przed laty” – komentuje Trębicki.

W tym kontekście szef Rabena nawiązuje do raportu firmy konsultingowej A.T. Kearney „State of Logistics report”. A.T. Kearney zauważa, że zleceniodawcy, widząc rosnące problemy z potencjałem transportowym starają się pozycjonować inaczej niż dotychczas, aby być postrzegani przez przewoźników jako „klienci pierwszego wyboru” (“shippers of choice”).

W tym celu skracają okresy oczekiwania pod za- i rozładunkiem, poprawiają prognozowanie, dopasowują godziny i dni zleceń do specyfiki transportu drogowego. W ten sposób zapewniają sobie nie tylko wystarczająca liczbę aut pod załadunki, ale jeszcze ograniczają koszty transportu, ponieważ przewoźnicy dostrzegają oferowane im korzyści” – tłumaczy Trębicki.

Według niego, takie podejście z pewnością warte jest przemyślenia, również na lokalnym gruncie.

Osobiście niespecjalnie widzę alternatywy, szczególnie w kontekście wysokiego sezonu, w który właśnie weszliśmy. Obie strony muszą traktować się po partnersku, dostrzec wzajemne ograniczenia i poszukać wspólnie najlepszego rozwiązania. Taniej pewnie już nie będzie, ale są koszty, których działając razem można uniknąć. Obawiam się, że bez zmiany podejścia część przedsiębiorców może mieć tej jesieni duże kłopoty, aby zapewnić dostępność swoich produktów na półkach” – podkreśla Paweł Trębicki.

TransJobs 2

Fot. Trans.INFO

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu