Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Pewien duński producent turbin wiatrowych zlecił transport generatorów do tychże turbin z miejscowości Videbæk w Danii do Liverpoolu. Zgodnie z postanowieniami umowy transportowej, załadunek i ułożenie towaru na naczepie spoczywało na barkach producenta, a przewoźnik miał to wszystko skontrolować i zabezpieczyć. Sprawa się skomplikowała, gdy jeden z generatorów spadł z naczepy i pojawiła się szkoda.

Przewoźnik zlecił transport dwóm podwykonawcom. Pierwszy z nich miał pokonać odcinek z Videbæk do Esbjerg w Danii. Następnie naczepa miała zostać przetransportowana drogą morską do Immingham w Wielkiej Brytanii, skąd miał ją podjąć drugi z podwykonawców i przetransportować do Liverpoolu. Miejscem docelowym była Irlandia, ale to kompletnie nie ma znaczenia dla sprawy.

Kierowca pierwszego podwykonawcy obserwował załadunek. Zauważył, że producent nie przymocował drewnianych ram transportowych do naczepy, nie mniej jednak uznał, że ładunek jest stabilny. Jakby na potwierdzenie tego odczucia towar bezpiecznie dotarł na prom, potem do Immingham i tam rozpoczął się kolejny odcinek transportu. Niestety, krótko później generator spadł z naczepy.

Nie czuli się winni, ale wyrok zapadł

Obaj przewoźnicy odmówili przyjęcia odpowiedzialności za szkodę. Pierwszy z nich argumentował, że do zdarzenia doszło, gdy towar nie był już w jego pieczy. Drugi argumentował, że nie odpowiadał za załadunek i zabezpieczenie towaru. Sprawa trafiła więc do sądu w Kopenhadze.

Sędziowie stwierdzili, że obaj przewoźnicy są odpowiedzialni za szkodę. Sąd doszedł do wniosku, że ciążył na nich obowiązek przytwierdzenia ładunku do naczepy. Obowiązek ten wynikał z duńskiej ustawy o ruchu drogowym, wytycznych dotyczących transportu oraz wytycznych UE.

Jeśli chodzi o pierwszego z przewoźników, to kopenhaski sąd miał świadomość, że do szkody doszło, gdy nie sprawował on już pieczy nad ładunkiem, ale to właśnie pierwszy przewoźnik powinien był go prawidłowo zamocować, czego nie zrobił i z tego wziął się cały problem. Nie uczynił tego także drugi z przewoźników przed rozpoczęciem swojego odcinka transportu.

Mamy tu zatem do czynienia z sytuacją, w której przewoźnik odpowiada za szkodę, gdy towar nie znajdował się w jego pieczy. Może się to wydawać zaskakujące, ponieważ zgodnie z art. 17 ust. 1 Konwencji CMR przewoźnik odpowiada za szkody w towarze w czasie między przyjęciem towaru a jego wydaniem.

Sąd zwrócił jednak uwagę, że podstawą odpowiedzialności w tym wypadku nie jest konwencja CMR, lecz duńskie prawo krajowe. W sprawach nieuregulowanych w konwencji, stosuje się bowiem prawo krajowe.

W codziennej pracy przewoźnika często zdarzają się sytuacje kryzysowe, np. gdy dochodzi do uszkodzenia ładunku. O tym, jak sobie wtedy radzić, będą mówić eksperci podczas szkolenia zorganizowanego 19 listopada przez Trans.INFO. W trakcie kursu dowiecie się m.in. jak postępować w przypadku wystąpienia szkody, na co zwracać uwagę przy jej likwidacji (w oparciu o case studies).

Fot. Pixabay/WilliamCho

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu