Masz newsa? Powiedz nam o tym!

W maju indeks PMI dla polskiego sektora wytwórczego osiągnął rekordowy poziom dzięki jednemu z najwyższych skoków miesiąc do miesiąca w historii badań. Kwitnie też produkcja u największych partnerów handlowych Polski. Przewoźnicy mogą liczyć na dużo pracy w nadchodzących miesiącach. Zwłaszcza, że nie wykluczone, iż coraz więcej firm przenosić będzie produkcje z Azji do Polski.

Wskaźnik PMI osiągnął w maju 57,2 pkt. idąc wyraźnie w górę z kwietniowego poziomu 53,7 pkt. Tym samym pobił poprzedni rekordowy poziom (56,8 pkt) z kwietnia 2004 r.

Wszystkie pięć komponentów indeksu PMI (nowe zamówienia, produkcja, zatrudnienie, czas dostaw i zapasy pozycji zakupionych) wpłynęły pozytywnie na majowy odczyt. Największy wpływ miały na to nowe zamówienia oraz produkcja.

Liczba nowych zamówień otrzymanych przez polskich producentów wzrosła szósty miesiąc z rzędu, dodatkowo w najszybszym tempie od stycznia 2018 r. Według najnowszych danych w maju szczególnie wzrosły zamówienia na rynku krajowym. Po raz pierwszy od dłuższego czasu zlecenia od polskich klientów rosły szybciej niż te z zagranicy.

Napływ nowych zleceń przełożył się na szybszy wzrost produkcji, która w maju zwiększyła się czwarty miesiąc z rzędu, a tempo ekspansji było najostrzejsze od lipca 2020 r.

Dobrą informacją jest to, że prognozy dotyczące przyszłej 12-miesięcznej produkcji były w maju najbardziej optymistyczne od początku tego roku. Wynika to częściowo z opóźnień w realizacji zamówień ze względu na ograniczone moce produkcyjne.

Ruch ciężarowy rośnie

Te optymistyczne prognozy to dobra wiadomość zarówno dla samych producentów, ale i dla firm transportowych, które liczyć mogą na stałe zlecenia w tym okresie. Pozytywne nastroje wśród przedstawicieli polskiego sektora wytwórczego, wzrost zamówień i produkcji, mają odzwierciedlenie w ruchu ciężarowym na polskich drogach. W maju średniodobowy ruch pojazdów ciężarowych był o 20 proc. wyższy niż w maju 2020 r. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę rygorystyczne obostrzenia pandemiczne panujące w ubiegłym roku, to ruch ciężarowy wzrósł wyraźnie także w stosunku do roku 2019 r. W ubiegłym miesiącu był on 15 proc. większy niż w maju 2019 r. Tendencję wzrostową widać także miesiąc do miesiąca – majowe 4663 pojazdów na dobę to ok. 3 proc. powyżej średniej z kwietnia – 4529.

Średni dobowy ruch ciężarowy (liczba pojazdów na dobę)

Styczeń Luty Marzec Kwiecień Maj
2020 r. 3779 4267 4312 3572 3902
2021 r. 3973 4449 4792 4529 4663

Źródło: GDDKiA

Trzeba więcej rąk do pracy

Maj przyniósł także wysokie tempo wzrostu zatrudnienia w przemyśle. Była to reakcja firm na stale rosnące zamówienia. Jednak mimo zwiększonej produkcji i przyjmowania nowych pracowników, moce przerobowe w polskim przemyśle nadal nie są wystarczające by sprostać lawinie zamówień. W maju byliśmy świadkami silnego wzrostu zaległości produkcyjnych (trzeci najwyższy w historii badań). W efekcie kolejny miesiąc z rzędu firmy zmuszone były wyprzedawać zapasy produktów aby sprostać popytowi.

Nasila się jednak tendencja, o której wspominamy ostatnio co miesiąc. Zakłócenia w łańcuchach dostaw powodują opóźnienia w dostawach surowców i środków produkcji. W maju czas dostaw tych składników wydłużył się w największym stopniu w historii badań. Przekłada się to na rosnące ceny zarówno komponentów do produkcji, a w konsekwencji na ceny wyrobów końcowych. Mówiąc wprost – oznacza to wyższe ceny w sklepach.

Indeks PMI dla przemysłu w Polsce

Styczeń Luty Marzec Kwiecień Maj
2020 r. 47,4 48,2 42,4 31,9 40,6
2021 r. 51,9 53,4 54,3 53,7 57,2

Źródło: IHS Markit

Kłopoty bogactwa Niemiec

Z punktu widzenia Polski niezwykle ważna jest sytuacja gospodarcza w Niemczech (u naszego największego partnera handlowego) oraz w Unii Europejskiej. Polska jest trzecim największym eksporterem do Niemiec, a dodatkowo jest także piątym największym odbiorcą dóbr z Republiki Federalnej. To głównie kontrakty zagraniczne napędzały w ostatnich miesiącach wzrost zamówień w polskim przemyśle. A więcej zamówień po obu stronach granicy to więcej zleceń dla firm transportowych jeżdżących w obie strony.

W Niemczech indeks PMI dla przemysłu zaliczył spadek z 66,2 pkt. w kwietniu do 64,4 pkt. Niemniej jednak nadal jest to wynik mocno powyżej 50 pkt. – granicy między wzrostem gospodarczym i zastojem.

Gospodarka niemiecka boryka się z dość podobnymi problemami jak opisane wyżej bolączki polskich wytwórców. Opóźnienia w dostawach, rosnące ceny środków produkcji i surowców, rozpędzająca się inflacja – to także rzeczywistość producentów zza Odry.

Zamówienia zarówno zza granicy jak i na rynku wewnętrznym rosną. Podobnie jak w Polsce, przedsiębiorcy optymistycznie patrzą w przyszłość. Dodatkowo opóźnienia w realizacji zamówień zapewniają pracę na kolejne miesiące. To świetna wiadomość dla sektora transportowego, w tym dla aktywnych na niemieckim rynku polskich przewoźników.

Łańcuchy dostaw płatają figle

Niepokojącym zjawiskiem, podobnie jak w Polsce, jest kurczenie się zapasów środków produkcji oraz opóźnienia w ich dostawach i rosnące ceny. Jest to m.in. pokłosiem blokady Kanału Sueskiego, której prawdziwe efekty łańcuchy dostaw zaczęły odczuwać dopiero w maju. Aż 90 proc. ankietowanych niemieckich producentów zanotowało wzrost cen niezbędnych im surowców i komponentów. Jeśli tendencja ta będzie długotrwała, spodziewać się można, iż coraz więcej niemieckich firm pójdzie w ślady Boscha i rozważy przeniesienie produkcji z Chin do Europy. Lub ewentualnie rozważą szukanie dostawców elementów produkcji gdzieś bliżej niż w Azji. Polska skorzystać może na tym zjawisku nearshoringu. Naturalną koleją rzeczy skorzystaliby na tym także polscy przewoźnicy.

Wielkie odbicie w Unii

O ile w Niemczech indeks PMI zaliczył lekki spadek w maju, tak w wielu krajach strefy euro miesiąc ten był czasem rekordowych odczytów wskaźnika. Osiągnął on najwyższe w historii poziomy w Niderlandach, Austrii, Irlandii i Włoszech. We Francji, Hiszpanii i Grecji odczyty były najwyższe od ponad 20 lat (!!!).

Średnia dla strefy euro wyniosła 63,1 pkt. (w kwietniu było to 62,9 pkt.) – co było najwyższą wartością w historii badań. Już od 11 miesięcy indeks dla sektora wytwórczego strefy euro znajduje się powyżej progu 50 pkt.

Także w większości państw strefy euro produkcja nie nadąża za gwałtownie rosnącymi zamówieniami (silny popyt na europejskie towary widoczny jest w Stanach Zjednoczonych i Chinach). Widoczny jest także problem rosnących cen środków produkcji – ze względu na dramatycznie rosnące koszty transportu morskiego. Podobnie jak w przypadku Niemiec, tak również dla większości krajów strefy euro, kraje Europy Środkowo-Wschodniej (w tym Polska) mogłyby stać się zapleczem produkcyjno-dostawczym na skalę jeszcze większą niż dziś.

Czekanie na koniec pandemii

Unijni producenci są jednak pełni optymizmu co do najbliższej przyszłości (nadchodzące 12 miesięcy) – liczą na pełne otwarcie gospodarek i zniesienie wszelkich pandemicznych restrykcji, które zwłaszcza uderzają w sektor usług. Z otwarciem sektora usług eksperci IHS Markit wiążą nadzieję na odciążenie presji wzrostowej na ceny jako, że wielu producentów będzie miało większy rynek zbytu. Dodatkowo eksperci liczą na to, iż w najbliższych miesiącach dojdzie również do unormowania się sytuacji w globalnych łańcuchach dostaw co zahamuje wzrost cen.

Fot. Pixabay/jotoler

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu