Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Pomimo sukcesu deregulacji federalnej, pozostała ona stanową. A to oznacza, że większość stanów kontrolowała dostęp do zawodu i ceny w ruchu wewnętrznym. Z opłakanym skutkiem dla gospodarki.

Zdarzały się przypadki, że z powodu drogiego transportu dobra importowane były tańsze od produkowanych lokalnie. Np. przesłanie dżinsów z El Paso w Teksasie do Dallas kosztowało o 40 proc. więcej niż przesyłka takich samych spodni z Tajwanu do Dallas. Transport jedzenia dla psów (na liście towarów regulowanych) był o 10-35 proc. droższy od transportu jedzenia dla zwierząt, które nie znalazło się na liście towarów regulowanych. Przewóz kurczaków oraz indyków był nieregulowany, jednak mrożonych obiadów tak, co oznaczało stawki wyższe o 20-25 proc.

Gdy ICC zdecydowała, że przewóz butelek nie podlega regulacji cen, stawki na te produkty zmalały o 20-30 proc.

Jednak nawet jeżeli stawki nie rosły z powodu regulacji, to sam fakt mitręgi administracyjnej powodował stratę czasu. Np. przewoźnicy musieli publikować stawki na przewozy orzeszków ziemnych solonych i prażonych ze skorupką, ale już nie wymagano tego od nich w przypadku orzeszków prażonych i solonych bez skorupki. Stawki na transport koni wyścigowych były regulowane, ale na pokazowych już nie.

Dopiero w 1994 roku Kongres uchwalił, że przewoźnicy nie muszą zgłaszać taryf i rok później zamknął ICC. Deregulacja zmniejszyła koszty transportu samochodowego i w rezultacie jego udział w PKB spadł z 16,1 proc. w 1980 roku do 10 proc. w 2000 roku. Dzięki redukcji wydatków na transport, przeciętne amerykańskie gospodarstwo domowe oszczędzało tysiąc dol. rocznie na mniejszych kosztach przewozów.

Fot.pixabay/zarapp/public domain

Zobacz najciekawsze odcinki „Historii transportu”:

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu