Masz newsa? Powiedz nam o tym!

W 2017 r. zarejestrowano niemal o 4 proc. więcej nowych samochodów ciężarowych niż w 2016 r. – wynika z najnowszych danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. To rekord i najwyższy wynik od dekady. Co to mówi o stanie całej branży?

W samym tylko grudniu ubiegłego roku zarejestrowano ponad 2,7 tys. ciężarówek, co oznacza wzrost rok do roku aż o 13,9 procent!

Ostatni miesiąc zakończył się najwyższym rezultatem 2017 roku i jest najwyższy od czasów ciągle rekordowego grudnia 2013 roku kiedy przed wejściem normy Euro VI zarejestrowano 2958 samochodów ciężarowych – komentują autorzy raportu.

Rekordowy jest jednak również wynik rejestracji ciężarówek w całym 2017 r. – na rynku pojawiło się aż 27 658 nowych pojazdów! W porównaniu z 2016 r. to wzrost o 3,9 proc., jednak biorąc pod uwagę wieloletnie raporty – wynik najlepszy od dziesięciu lat.

Pierwsze rejestracje nowych samochodów ciężarowych (w tym specjalne i ciągniki siodłowe) o DMC >3,5 t.:

Rok Liczba rejestracji (w zaokrągleniu) Proc. zmiany
2007  22 700
2008 20 500 -9,7
2009 6 800 -66,7 
2010 10 600 55,6 
2011 17 100 61,2
2012 16 400 -3,9 
2013 19 700 20,0 
2014 17 700 -10,1 
2015 22 400 26,7 
2016 26 600 18,7
2017 27 700 3,9 

Źródło: Analizy PZPM na podstawie danych CEP (MC)

To oni sprzedali najwięcej

W całym 2017 r. najwięcej pojazdów ciężarowych wydał DAF – nieco ponad 5 tysięcy sztuk, przejmując 18,33 proc. całego rynku. Na drugim miejscu był MAN, z blisko 4,7 tysiącami sztuk i 17,11 proc. rynku. Na trzecim – Scania tylko z nieco mniejszymi wynikami.

Pierwsze rejestracje nowych samochodów ciężarowych o DMC> 3,5 t. w 2017 r.:

Miejsce Marka Liczba rejestracji Procentowy udział w rynku
1. DAF 5070 18,33
2. MAN 4733 17,11
3. Scania 4726 17,09
4. Volvo 4378 15,83
5. Mercedes-Benz 4322 15,63

Źródło: Analizy PZPM na podstawie CEP (MC)

Producenci rezultaty komentują dość ostrożnie.

– Dla nas nie był to jakiś nadzwyczaj wielki wzrost, biorąc pod uwagę dane rok do roku, spodziewamy się jednak, że w ciągu nadciągających 12 miesięcy będzie jeszcze lepiej – przekonuje przedstawiciel firmy MAN, która w ubiegłym roku sprzedała tylko 0,9 proc. więcej niż w 2016 r.

Nawet lider zestawienia, który rok do roku zaliczył wzrost niemal o 5,5 proc. przyznaje, że spodziewał się jeszcze lepszych osiągnięć.

– Ostatnie półrocze 2017, jeśli chodzi o spływ zamówień z rynku polskiego na pojazdy DAF, było bardzo dobre. Tylko częściowo przełożyło się to na liczbę rejestracji pojazdów w zeszłym roku, bo klienci przesunęli odbiory na początek 2018 – tłumaczy Zbigniew Kołodziejek z biura prasowego DAF. Dodaje przy tym, że już teraz firma, opierając się na ostatnich danych, szykuje się na dalsze rekordy.

W transporcie powiało optymizmem

Firmy transportowe coraz chętniej inwestują. Aż 38,1 proc. z nich deklarowało, że w nadchodzącym roku będzie to robić w jeszcze większym, niż dotąd, wymiarze – wynika z najnowszych danych Barometru EFL. W 2016 r. liczyło się z tym tylko nieco ponad 30 proc. badanych. Ponadto branża ma również nadzieję na wzrost płynności finansowej (28,8 proc.) oraz większą liczbę zamówień (27,5 proc.).

– Polskie firmy transportowe są jednymi z najsilniejszych w Europie i szybko potrafią wyjść na prostą. To bardzo dobry prognostyk na nadchodzący rok, bo krajowi przewoźnicy mają ogromny udział w budowaniu PKB naszego kraju i są jednymi z najbardziej cenionych w całej Europie – przekonuje Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Jest tak nie bez powodu. – Od dawna nie było tak fantastycznych wyników jeśli chodzi o europejską gospodarkę – potwierdza Zbigniew Kołodziejek.

Przede wszystkim polską. Rosną, i to bardzo mocno, wskaźniki dotyczące produkcji sprzedanej. W samym tylko listopadzie 2017 r. wzrosły o ponad 9 proc. rok do roku – wynika ze wstępnych danych GUS. Co więcej, rośnie i poziom wykorzystania mocy produkcyjnych w przemyśle – pod koniec ubiegłego roku osiągnął on pułap 81,4 proc, co było historycznym rekordem.

Z tym zaś wiąże się rosnące zainteresowanie transportem samochodowym. Tylko w trakcie pierwszych trzech kwartałów 2017 r. przewieziono o 12,2 proc. więcej ładunków niż rok wcześniej.

Pracownicy mogą również liczyć na lepsze wynagrodzenia.

– Płace rosną i w nadciągającym roku nadal będą rosnąć, dlatego też problem z brakiem kierowców może być coraz mniejszy – dodaje Kołodziejek.

Czekać na „nowy narybek”?

Ta ostatnia wiadomość jest dobra nie tylko dla siedzących za kółkiem, ale dla całych firm. Bo brak kierowców dziś rzeczywiście dla części przewoźników jest nie lada problemem.

– W tym roku nie kupowaliśmy nowych aut, bo zwyczajnie nie miałby kto nimi jeździć – potwierdza Janusz Bolak, kierownik w dziale zarządzania flotą w firmie Fracht. – Co z tego, że jest popyt na usługi transportowe, skoro nie ma kto jeździć? Musieliśmy zatrudniać Ukraińców i innych pracowników ze Wschodu, żeby móc obsłużyć wszystkie zlecenia. W przyszłym roku głównie na nich będziemy musieli postawić – dodaje.

Niektórzy przekonują jednak, że to wkrótce może się zmienić. Zdaniem Marka Guni, dyrektora transportu w firmie Batim, obecne załamanie na rynku pracowniczym wiąże się w dużej mierze z wcześniejszym przejściem na emeryturę wielu zatrudnionych oraz z przerwaniem cyklu edukacji kierowców zawodowych. Kiedyś bowiem szkoliło ich wojsko albo ośrodki doskonalenia zawodowego. Dziś trzeba poczekać na „nowy narybek” z rozwijających się dopiero szkół zawodowych.

Nowy samochód to także oszczędność

Tym niemniej, jego zdaniem, polskie firmy powinny stawiać na nowe pojazdy nawet wówczas, gdy nie zamierzają w najbliższym czasie szukać nowych kierowców. Dzięki temu nie tylko zwiększają jakość usług, ale również sporo oszczędzają.

– Nowsze silniki to mniejsze spalanie, ale również niższy poziom emisji spalin. A od tego wielokrotnie zależy wysokość opłat drogowych – tłumaczy Marek Gunia.

– Co roku kupujemy około 20-30 nowych samochodów, a od 80 do 100 wymieniamy na nowsze – dodaje. A jakość usług może być kluczowa w najbliższym czasie, gdy silniej trzeba będzie konkurować z przewoźnikami na Zachodzie. Chociażby z uwagi na przepisy dotyczące czasu pracy kierowców, które utrudniają prowadzenie biznesu polskim przewoźnikom. Przedstawiciele branży, z którymi rozmawialiśmy, byli jednak pełni optymizmu. Przekonywali, że ani Milog, ani prawo Macrone’a, nie staną im na drodze.

Pozostaje życzyć powodzenia.

Komentarz redakcji

Wysoka sprzedaż samochodów ciężarowych cieszy, bo namacalnie pokazuje, że polskie firmy transportowe rozwijają się i są silnym graczem na europejskim rynku. Ostatnio sprzyja im panująca w kraju, dobra sytuacja gospodarcza. Nie ma wątpliwości, że byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie dotkliwe braki kierowców. Gdyby niedobory kadrowe były mniejsze, wówczas wszystkie firmy mogłyby pozwolić sobie na większe zakupy i, co za tym idzie, na szybszy rozwój. To ważne, bo sygnały z europejskich rynków pokazują, że podaż już teraz nie nadąża za popytem na usługi transportowe. Efekt? Coraz częściej mówi się o konieczności wzrostu stawek frachtu. Niektóre firmy już próbują renegocjować kontrakty z załadowcami. Wydaje się to konieczne, bo wzrastają koszty prowadzenia biznesu, z uwagi na pojawiające się coraz to nowe obciążenia z nim związane. 

Fot. DAF Trucks N.V.Eindhoven

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu