Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Dalekodystansowe ciężarówki w Stanach Zjednoczonych otrzymywały nawet 200-konne silniki. Mocne samochody zachęcały do szybkiej jazdy. Policja narzekała, że w Kalifornii amerykańscy truckerzy jeżdżą zbyt szybko.

Funkcjonariusze podawali przykład kierowcy, który 400 mil przejechał ze średnią prędkością 57,6 mili na godzinę (92 km/h), gdy limit dla tego typu pojazdów wynosił po II wojnie światowej 40 mil na godz. 

Według danych federalnych średnia prędkość na drogach poza terenem zabudowanym wynosiła w 1950 roku 47,6 mil na godzinę. Samochody osobowe i autobusy jeździły z taką samą prędkością jak w 1941 roku, natomiast ciężarówki były o 2,6 mili szybsze. Zarazem liczba ciężarówek łamiących ograniczenie prędkości wzrosła z 9 proc. przed wojną do 15 proc. w 1950 roku. 

Kierowcy diesli mieli sposoby nawet na namolnych gliniarzy. W jednym z miasteczek regularnie przekraczali prędkość nocą.

Nikogo to nie obchodziło, poza dwoma policjantami, którzy postanowili nauczyć kierowców poszanowania prawa” – relacjonował „Automotive News”.

„Zaczęli wlepiać im mandaty za nadmierną prędkość. Wobec tego kierowcy zastosowali się do ich życzeń i przejeżdżali przez miasteczko z prawidłową prędkością. Tyle, że redukowali biegi, a pracujące na wysokich obrotach diesle tak hałasowały, że dwóch stróżów prawa usunięto, a kierowcy powrócili do normalnej prędkości” – opisuje magazyn. 

Administracja nie walczyła specjalnie z takimi praktykami, tym bardziej, że opłaty rejestracyjne za ciężarówki i ciągniki siodłowe stanowiły ważne źródło stanowych przychodów. W skali całego kraju było to w 1950 roku ponad 200 mln dolarów. Dla porównania właściciele aut osobowych wpłacili ponad 450 mln dolarów.

W kolejnym odcinku Historii transportu w Trans.INFO: 

O problemach z przeładowanymi ciężarówkami w Stanach Zjednoczonych po II wojnie światowej

Zobacz najciekawsze odcinki „Historii transportu”:

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu