Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Administracje skarbowe państw szybko skorzystały z rozwoju transportu samochodowego, który okazał się dla nich istnym sezamem. W Stanach Zjednoczonych rząd federalny obciążył paliwo dwoma centami podatku, z którego zbierał rocznie do pół mld dolarów. Drugie tyle uzyskiwał z innych podatków obciążających przewoźników, co dawało razem miliard, czyli ok. 10 proc. wszystkich wpływów podatkowych państwa.

Napływ funduszy pozwolił na liczne inwestycje drogowe i mostowe, także w najdalej położonych stanach jak np. Waszyngton. Były to w większości drogi szutrowe spryskiwane lekkim olejem, aby zapobiec powstawaniu kurzu i pyłu.

Jednak i w bogatych Stanach Zjednoczonych brakowało funduszy na rozbudowę i modernizację sieci drogowej. W stanie Waszyngton podatek od benzyny wzrósł z dwóch do trzech centów za galon w 1929 roku, a dwa lata później do pięciu centów. Władze budowały drogi dla farmerów, pojawiły się nawet lokalne drogi z betonu.

Niezależnie do kraju, podatki zmotoryzowanych przewyższały wydatki na drogi. Np. we Francji w 1932 roku urzędy skarbowe zebrały od zmotoryzowanych 6,5 mld franków, zaś rząd wydał na drogi 3,5 mld. W Wielkiej Brytanii z 70 mln funtów, na drogi poszło 60 mln, natomiast w Austrii z 65 mln szylingów administracja wydała na drogi 50 mln. Niektóre rządy nawet nie kryły, że opodatkowaniem samochodów chcą wspomóc koleje. We Włoszech autobusowe linie turystyczne płaciły 10-procentowy podatek od przychodów „dla wyrównania szans konkurencji z kolejami”. W 1930 roku rząd włoski przekazał kolejom państwowym 150 mln lirów subsydiów, a pasażerskim operatorom autobusowym wypłacił subsydia w wysokości 11,4 mln lirów, z tym, że pobrał od nich podatki (w tym w cenie paliwa) w wysokości 22,1 mln lirów.

Historia transportu – zobacz poprzednie odcinki:

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu