Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Poszerzenie Unii Europejskiej w 2004 roku zwiększyło obawy przewoźników z obu stron Łaby o przyszłość. Przedsiębiorcy z krajów Europy Środkowo-Wschodniej bali się starcia z doświadczonymi i bogatymi firmami zachodnimi.

Zachodnioeuropejscy przewoźnicy wskazywali zazwyczaj na polskich, litewskich i czeskich przewoźników jako najgroźniejszą konkurencję. Szczególnie szybko wzrosły floty z polską rejestracją. W 5 lat od momentu wstąpienia do UE powiększyły się trzykrotnie, do blisko 128 tys. pojazdów. 

W 2009 roku polskie firmy transportu drogowego zdobyły blisko 19 proc. rynku europejskich międzynarodowych przewozów samochodowych (dla 27 krajów). W kolejnym roku polscy przewoźnicy zwiększyli udział o 2 punkty proc. 

Mimo imponujących liczb, przewoźnicy wschodnioeuropejscy, w tym polscy, byli raczej podwykonawcami zachodnich spedycji. Według obliczeń prof. Hans-Joachim Schramma, profesora wiedeńskiego Instytutu Transportu i Zarządzania Logistyką oraz sekretarza generalnego Stowarzyszenia Taryfowego wynika, że o ile w 2001 roku duże firmy przewozowe zarządzały 10-procentami austriackich ciężarówek, o tyle w 2005 roku ten odsetek podniósł się do 25 proc., w 2010 roku sięgnął 40 proc. i dwa lata później zbliżył się do połowy. Zagraniczne rekiny spedycji zarządzały także zestawami polskich firm transportowych.

Fot. Wikimedia/Joost J. Bakker CC A 2.0

Zobacz najciekawsze odcinki „Historii transportu”:

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu